![]() |
|||||||||
|
Po raz kolejny ubiegam się o mandat senatora RP z Wielkopolski, z naszego pilskiego okręgu wyborczego. Tu się urodziłem, w wielkopolskiej tradycji zostałem wychowany, tu też zdobyłem wykształcenie. W całym regionie dałem się poznać jako przedsiębiorca zatrudniający kilka tysięcy osób oraz jako parlamentarzysta i polityk, który koncentruje swoją uwagę na sprawach gospodarczych i czyni wiele, za własne pieniądze, by pomóc ludziom pokrzywdzonym przez los. Tu, w Wielkopolsce, znają mnie niemal wszyscy. Korzenie Dziadków ze strony matki też nie pamiętam. Mieszkali na dalekim wówczas dla mnie Podkarpaciu. Zmarli, gdy byłem jeszcze dzieckiem. Rodzice moi przenieśli się do Wielkopolski tuż przed drugą wojną światową. W związku z regulacją Wisły ojciec sprzedał gospodarstwo i kupił nowe, w miejscowości Lipiny koło Margonina. Tylko miesiąc cieszył się nowym nabytkiem. We wrześniu wrócił na rodzinne Podkarpacie w żołnierskim mundurze jednego z pułków podhalańskich. Wojnę przeżył w Niemczech, pracując tam jako jeniec wojenny. W 1945 wrócił szczęśliwie do domu. Z Lipin koło Margonina Nauka ponad wszystkoSzkołę podstawową ukończyłem w 1963 r. w Lipinach, następnie poszedłem do Technikum Samochodowego w Trzciance. Żeby to było jasne: nikt mi w życiu w niczym nie pomagał. Nikt też nie pomógł mi dostać się do trzcianeckiej „samochodówki’’, choć była to wówczas jedna z najbardziej obleganych szkół w regionie. Chciałem być samochodziarzem. Uczyłem się dobrze. Chciałem studiować. Najpierw geografię, ale instynkt podpowiedział mu coś innego. Zdałem egzamin na Wydział Rolny Akademii Rolniczej w Poznaniu. Potem pomyślałem o zootechnice. Ten kierunek ukończyłem już w latach 80. z tytułem magistra inżyniera zootechnika. WojskoObowiązek wojskowy wypełniłem w jednostce lotniczej w Mirosławcu koło Wałcza. Bardzo chciałem zostać pilotem, złożyłem papiery do Wyższej Szkoły Pilotażu, ale odpadłem na badaniach zdrowotnych. Siedziałem więc przez dwa lata na stacji meteorologicznej i zazdrościłem tym, którzy mogli sobie do woli latać. Wtedy postanowiłem, że kiedyś zdobędę licencję i kupię sobie własny samolot. Po latach marzenie się spełniło. W wojsku zacząłem realizować swoje pasje społeczne. Byłem przewodniczącym Koła Młodzieży Wojskowej. Wtedy również wstąpiłem do PZPR. AwansePo powrocie z wojska zostałem kierownikiem Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Margoninie, a po dwóch latach dyrektorem Powiatowego Ośrodka w Chodzieży. Tak rozpoczęła się moja kariera zawodowa. Angażowałem się, radziłem sobie z organizacją pracy, umiałem dogadywać się z ludźmi i kierować nimi. W tych czasach, gdy wszystkiego brakowało, umiałem wydobyć potrzebne surowce czy materiały nawet spod ziemi. Taką też miałem opinię i dlatego szybko awansowałem. Po powstaniu w 1975 roku ,,małych województw’’ zostałem dyrektorem Oddziału Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Turystycznego ,,Noteć’’ w Chodzieży, następnie dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, wreszcie dyrektorem WPT ,,Noteć’’ w Pile. Pod kierownictwem pierwszego wojewody, Andrzeja Śliwińskiego, budowałem słynne pilskie zajazdy - symbol tamtych czasów. Czasy ,,Solidarności’’Lato 1980 roku i powstanie ,,Solidarności’’ przebiegło w Pile dość spokojnie. Burza wybuchła za to na szczytach ówczesnej wojewódzkiej władzy. Pod koniec tego roku cała nasza ekipa została poproszona przed Komisję Kontroli Partyjnej. Postawiono zarzut, że firma została przeinwestowana, że za dużo kupiłem autobusów, że... i tym podobne bzdury. Chciałem to wytłumaczyć, ale jeden z towarzyszy mi przerwał: - Wy tak, towarzyszu, ładnie tłumaczycie, ale to jest zupełnie inaczej. Powiedziałem, że każdy członek partii ma prawo do złożenia wyjaśnień, ale nie pozwolono mi mówić. Przestałem być członkiem partii i dyrektorem ,,Noteci’’. Na kilka miesięcy ,,zahaczyłem się’’ w Centrali Nasiennej, ale już wtedy wiedziałem, że kończy się mój czas ,,na państwowym’’. Zacząłem szukać czegoś innego. Swojego. Pierwszy zakładWiedzę zdobytą na AR chciałem wykorzystać w praktyce. Wyczytałem w prasie, że Holendrzy chcą wybudować w Polsce siedem zakładów utylizacyjnych. Szukano również lokalizacji w woj. pilskim, ale ostatecznie wypadła ona z planów. Zacząłem się tym tematem interesować. W 1982 roku uruchomiłem w Śmiłowie zakład utylizacyjny, wykorzystując pomieszczenie starej owczarni. Rozpocząłem działalność na konto teścia, bo mnie osobiście władza po prostu na to nie pozwoliła. W sierpniu 1985 roku teść przepisał zakład na mnie. Tak właśnie zaczęła się budowa podstaw mojego biznesu. Najpierw był zakład utylizacyjny, później mieszalnia pasz, następnie Zakłady Mięsne, kolejne fermy. Każdego roku zakład coraz bardziej się rozwijał: Zakłady Drobiarskie „Koziegłowy”, Eko-Młyn w Wałczu, Insefarm w Śmiłowie, Wylęgarnia Drobiu w Śmiłowie. I tak jest do dziś. |
|
|
Obsługa technicza Alfa TV |
|
||||||
|
|
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone. |
|
||||||