| |
|
| Aktualnosci: Czytelnicy pytają Senator odpowiada |
I Ty możesz zadać pytanie senatorowi Henrykowi Stokłosie. Jeżeli coś Cię intryguje, jeżeli chcesz wyjaśnić interesującą cię kwestię - zadzwoń - tel. (067)2159551 - codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 11.00. Możesz także skorzystać z poczty elektronicznej (senator@stoklosa.pl).
***
Media, zarówno te krajowe, jak i w części regionalne, nie kochają Pana. Dlaczego tak się dzieje? Jaki jest pański pogląd na funkcję mediów w demokratycznym państwie?
Rozumiem, doceniam i szanuję rolę mediów jako strażnika demokracji, wolności słowa i prawa do krytyki. Zdaję sobie też sprawę, jak niezwykle wysoki poziom etyczny i profesjonalny muszą spełniać przedstawiciele mediów. Sami nie podlegając żadnym regułom demokratycznej weryfikacji wyborczej, dysponują instrumentami, które w oczach opinii publicznej jednych mogą wynosić na piedestał, a innych strącać w otchłań potępienia. Nie zazdroszczę im tej odpowiedzialności.
Nie zazdroszczę tym bardziej, że polska doktryna prawna w ciągu ostatnich 15 lat dookreśliła w szeregu wyroków sądowych, jak należy rozumieć dwa kluczowe dla zawodu dziennikarza pojęcia – szczególnej staranności i rzetelności. Całkowicie się z nimi zgadzam. Co więcej, jestem gotów zaakceptować każde działanie dziennikarza, nawet wymierzone we mnie, jeżeli przestrzega tych standardów.
Rzeczywistość bywa jednak inna. Niestety nie tylko nie doświadczałem rzetelności i staranności ze strony dziennikarzy, którzy przygotowywali na mój temat swoje materiały, ale również nie znajdowałem zrozumienia dla poszanowania prawa do sprostowania nieprawdziwych i nierzetelnych informacji. Wielokrotnie też przekonywałem się, że nie warto domagać się swoich praw od mediów, ponieważ i tak ich się nie wyegzekwuje.
Co gorsza, wejście w spór o oczywiste prawo do wolności przedstawienia swojej racji może się skończyć kolejną medialną nagonką i niszczeniem osoby, która taki trud podejmie.
Jestem człowiekiem, który daje zatrudnienie tysiącom ludzi i doszedłem do tego własną pracą. Stać mnie zarówno na płatne ogłoszenia, jak i długotrwałe spory prawne, ale nie w tym jest rzecz. Nurtują mnie pytania o skalę zjawiska. O to, ilu ludzi w Polsce po zszarganiu przez media ich wizerunku i dobrego imienia dobiło się swoich praw do sprostowania i przeprosin za kłamstwa i manipulacje dziennikarzy? Ilu z tych ludzi zrezygnowało z walki o swoje prawo, ulegając bucie i arogancji redaktorów i dziennikarzy uzurpujących sobie prawo do ferowania wyroków i niszczenia ludzi w oczach opinii publicznej? Ilu ludzi zrezygnowało z takiej walki z powodów materialnych, ponieważ nie stać ich na walkę z bogatymi koncernami i firmami medialnymi? Które z wielkich polskich mediów miałoby cywilną odwagę przyznania się do takiej polityki i przeproszenia za nią?
Mnie osobiście nie stać na to, by ulegać arogancji i pysze ludzi lekceważących prawo w Polsce i de facto oczekujących tego samego od mnie. Na to żadną miarą godzić się nie mogę i dlatego konsekwentnie i zdecydowanie poprzez sąd dochodzę swoich praw do publikacji sprostowań.
Zdaję sobie doskonale sprawę, że w logice dotychczasowych zdarzeń muszę się liczyć z tym, iż media zamiast wybrać drogę poszanowania prawa, wybiorą atak na Stokłosę. I tak się często dzieje.
***
Jak po roku ocenia Pan naszą obecność w Unii Europejskiej
Nie rozumiem tego, ale przecież widzę, słyszę i czuję, że zamiast radości ze spełnionego marzenia wielu pokoleń Polaków, naszemu wchodzeniu do Unii Europejskiej towarzyszą niepewność, lęk i obawa. Nie lekceważę tych uczuć. Sądzę, że w poważnej mierze ich źródłem jest przekonanie o tym, że to właśnie nasze pokolenie Polaków jest świadkiem i uczestnikiem ważnego historycznego wydarzenia. Wiemy, że to my musimy dokonać cywilizacyjnego skoku. Obawiamy się, czy temu zadaniu podołamy, czy potrafimy lepiej zarządzać naszym państwem i sprostać wymaganiom nowoczesnych procesów gospodarczych. Lękamy się, że zawiedziemy i przegramy naszą szansę, co nam Polakom często się w przeszłości zdarzało.
Szesnaście lat temu, gdy rozpoczynaliśmy naszą transformację ustrojową, największym marzeniem milionów było jak najszybciej znaleźć się w tamtej strefie: kulturowej, gospodarczej, politycznej. Była powszechna świadomość, że jesteśmy zapóźnieni cywilizacyjnie, że tamten świat, umownie na zachód od Łaby, stwarza lepsze możliwości każdemu człowiekowi. Było i jeszcze jedno przekonanie, to mianowicie, że socjalizm legł w gruzach, że na jego ruinach musimy wspólnie coś nowego zbudować. I że budowa tego nowego warta jest wysiłków i wyrzeczeń.
Jak było i gdzie dziś jesteśmy, z grubsza wiadomo. Znamy i poddajemy codziennej krytyce niedostatki i zło, które się rozpleniło jak nigdy dotąd. Ale równocześnie wielu z nas boi się zmian. Bo może być gorzej, bo nic nie ma za darmo, a za lepiej też trzeba zapłacić jakąś cenę. Od zakończenia wojny już trzecie pokolenie jest karmione potrzebą zrobienia czegoś dla przyszłości. A chciałoby się dla siebie. Już teraz, już dziś.
Powiem szczerze. Byłem i jestem zwolennikiem wejścia Polski do Unii. Jestem zwolennikiem Unii nie tylko z entuzjazmu do idei zjednoczenia Europy, ale przede wszystkim ze zwykłego wyrachowania. Na zimno analizując, jestem pewien, że to nam się opłaca. Dlaczego tak sądzę?
Przede wszystkim nie wierzę w żadną polską samodzielną drogę w przyszłość. Ja jej po prostu nie widzę. Nie jest bowiem tak, że słabiutkie państwo i marna gospodarka to legitymacja do tego, by lawirować między Wschodem a Zachodem, biorąc od każdego po trochu i tylko tyle, ile się opłaca. Żadne państwo nie pójdzie na koncesje z nami słabeuszami, gdy może to uczynić wobec silniejszego. Więc zdrowy rozsądek nakazuje się sprzymierzać.
Nie wierzę także, że państwo takie jak Polska może, nie będąc w Unii, nie popaść w inne zależności. Oczywiście myślę tu o zależności od Rosji - państwa o imperialnej tradycji i trwałych takich właśnie ciągotach wobec nas.
Jestem za Unią, bo widzę, że my już z Unii czerpiemy wymierne korzyści. Dostajemy wędkę. Mamy złowić rybę. I już teraz martwię się tym, czy da się to zrobić szybko. Wierzę, że się da. Boję się, ale wierzę.
|
|