| |
|
| Aktualnosci: Wyborcza padlina powraca |
Wyborcza padlina powraca
Wycofanie się Włodzimierza Cimoszewicza z kampanii prezydenckiej ośmieliło wszystkich tych, którzy preferują tak zwany czarny PR, kiedyś nazywany czarną propagandą. Jest to metoda oparta na nieetycznych i nieuczciwych działaniach. Posługująca się plotką, pomówieniem, niesprawdzoną informacją i zwykłym kłamstwem. Opiera się na starej goebelsowskiej zasadzie, że kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się faktem medialnym, który zaczyna żyć własnym życiem i jak błoto przylega do obwinionego, wyrządzając mu trudne do odrobienia szkody.
W obecnej kampanii wyborczej Henryk Stokłosa wielokrotnie atakowany był przy pomocy tej metody. Wystarczy przypomnieć bzdury na temat rzekomo odciętych palców, połamanych nóg i rąk przez ochraniarzy Stokłosy, upowszechniane przez media z wyraźnej inspiracji pewnego stowarzyszenia ekologicznego.
W ten styl działania wpisała się również kampania prowadzona przez tych samych ekologów wokół rzekomego zakopania przez zakład utylizacyjny w Śmiłowie tysięcy ton padliny na jednym z zakładowych pól. Po kilkutygodniowych awanturach, licznych kontrolach i komisjach, proteście załogi zdenerwowanej nagonką na miejsca jej pracy, sprawa ucichła. Okazało się bowiem, że specjaliści z WIOŚ, którzy ją badali, nie bardzo mogli cokolwiek znaleźć.
Ale finał wyborów się zbliża. Wszystko wskazuje na to, że szanse Stokłosy na zdobycie mandatu senatora są nie mniejsze niż w poprzednich latach. Zaniepokoiło to naszych „pseudoekologów”, którym grunt zaczął się usuwać spod nóg, albowiem ich liderka nie zdołała wywołać większego zainteresowania swoją kandydaturą. Postanowili więc uderzyć ponownie.
Przedmiotem ich ataku stał się nasz tygodnik i wywiad zamieszczony w nim z Dariuszem Krupą, przewodniczącym komitetu protestacyjnego załogi. Oskarżeni zostaliśmy o krytykę stowarzyszenia oraz jej przewodniczącej i powleczeni przed sąd w trybie specjalnym obowiązującym w trakcie kampanii wyborczej. Pomysł okazał się nietrafiony, sąd nie dał się zwieść idiotycznym argumentom i sprawę oddalił. Zwiastowało to kolejny atak i tak się stało.
W piątek 16 września media regionalne powróciły do sprawy rzekomo zakopanej padliny. Sprytnie, bowiem trudno będzie w ostatnim tygodniu wyborów polemizować z kolejnymi pseudoprawdami, półprawdami i nieprawdami. A będzie tego sporo, bo Radio „Merkury” już w piątek zapowiadało kolejne wydumane „rewelacje”.
5 dni, 5 tygodni, 5 miesięcy, nie więcej niż 5 lat, a może jednak 7? To zupełnie obojętne dla ekologów, urzędników, a zwłaszcza dziennikarzy reprezentujących media nieprzychylne Farmutilowi. A wszystko to w celu ohydnej wyborczej manipulacji i końcowego przedwyborczego ataku na senatora Stokłosę. To nic, że wyników nie ma – lepsze są domysły, plotki i szemrana propaganda. Dziennikarz „Gazety Wyborczej” nie wie, czy po dane dzwonił on, czy do niego telefonowano. Ale dla kogo jest to ważne?! To ostatni tydzień kampanii wyborczej! Każdy cios poniżej pasa jest na wagę złota!
Niech radio „Merkury” nadal kłamie i manipuluje swoimi słuchaczami. Niech różnej maści dziennikarze prześcigają się w różnorakich metodach oczerniania niechcianego kandydata.
A dla nas liczą się fakty, a te są następujące:- Nie ma żadnych jednoznacznych wyników.
- Niczego, co wcześniej zarzucano, nie udowodniono.
- Nie ma i nie będzie żadnego zagrożenia epidemicznego, ani wody, ani ziemi, ani powietrza.
Jak wobec tych faktów można uwierzyć w szczerość i uczciwość działania stowarzyszenia ekologów? Jeśli tak bardzo zależy im na odkryciu prawdy, dlaczego z ataków na Stokłosę uczynili główny instrument swej kampanii wyborczej? Dlaczego nie poczekają, aż ucichnie polityczna wrzawa? Czyżby nie mieli nic innego do zaoferowania?
Liczymy na to, że „padlina wyborcza” wyprodukowana przez działaczy stowarzyszenia ekologicznego zostanie „zakopana” 25 września na działce nr 00085 w Jeziorkach K., a wykreowane na jej pożywce gwiazdy szczyt kariery, samozadowolenia, próżności, kompleksów i braku samokrytyki będą miały za sobą.
|
|