Aktualnosci: Polowanie na Stokłosę

Odpowiedzialność i pamięć
Przez cały tydzień na łamach gazet i w mediach elektronicznych dominował jeden temat: Henryk Stokłosa. Na jego głowę wylano wiadra pomyj - swoistą mieszankę półprawd, ćwierćprawd i zwykłych kłamstw. Odświeżono stare zarzuty (niektóre nawet sprzed dwudziestu laty), które wielokrotnie były już wyjaśnione także na naszych łamach. Pojawili się ci sami co zawsze świadkowie „stokłosowych zbrodni”: rzekomo postrzelony kłusownik oraz wyrzucony z pracy złodziej z odciętym palcem. W roli „ekspertów od Stokłosy” wystąpiły te same co zawsze persony z nieprzychylnego mu stowarzyszenia ekologicznego, które od lat powtarzają te same inwektywy. W świetle telewizyjnych kamer stanął ten sam co zawsze dziennikarz lokalnej kablówki, który zagalopował się w swych oskarżeniach tak daleko, że o współudział w „stokłosowych zbrodniach” obwinił nawet większość pilskich polityków, ponieważ ... zdarzało im się pisywać do Tygodnika Nowego.

Opinia publiczna poddana została tak intensywnemu medialnemu praniu mózgów, że już prawie nikt nie wątpi o winie Stokłosy, a wielu nie potrafi ukryć złośliwej satysfakcji, że oto wreszcie powinęła mu się noga.

My nie wiemy czy Stokłosa jest winien czy nie. Czy korumpował urzędników i sędziów, czy jest to tylko fałszywe oskarżenie uprawdopodobniające określoną tezę polityczną. Wiemy natomiast jedno. W cywilizowanym kraju o winie decydują sądy a nie media. W polskim prawodawstwie istnieje także zasada domniemania niewinności i dlatego dopóki nie usłyszymy sądowego wyroku, dopóty nie będziemy bezkrytycznie wierzyć oskarżeniom.

***

Rozumiemy, doceniamy i szanujemy rolę mediów jako strażnika demokracji, wolności słowa i prawa do krytyki. Zdajemy sobie też sprawę, jak niezwykle wysoki poziom etyczny i profesjonalny muszą spełniać przedstawiciele mediów. Sami bowiem nie podlegając żadnym regułom demokratycznej weryfikacji, dysponują instrumentami, które w oczach opinii publicznej jednych mogą wynosić na piedestał, a innych strącać w otchłań potępienia. Mamy też świadomość, że żyjemy w czasach dyktatury mediów. Niestety często nie jest tak, że media opisują czy komentują działania innych. Jest na odwrót. To one decydują o tym, co się dzieje, kreują rzeczywistość. Politycy, Kościół, a także zwykli ludzie podlegają im, mają poglądy takie, jak sobie życzą media, które dyktują tak zwaną polityczną, czy etyczną poprawność. Sytuacja ta rodzi patologie, które ujawnia między innymi raport w sprawie likwidacji WSI, a także – na naszym podwórku - sposób traktowania przez niektórych dziennikarzy i wydawców Stokłosy i jego firmy. Patologie te polegają między innymi na inwigilowaniu środowiska dziennikarskiego przez dawne i obecne służby specjalne, a także są skutkiem faktu, że większość z ukazujących się na naszym rynku gazet i czasopism znajduje się w rękach obcego kapitału i realizuje jego narodowe i korporacyjne cele.

Nie plujemy we własne gniazdo za co zapewne natychmiast zostaniemy posądzeni, nie krytykujemy też tego, że media są w rzeczywistości pierwszą i najważniejsza władzą w naszym kraju. Niepokoi nas jedynie fakt, że jednostronny i tendencyjny sposób przedstawiania wydarzeń związanych z Henrykiem Stokłosą nie jest jednostkowym wypadkiem przy pracy, a egzemplifikacją trendu, w którym media stawiają się ponad wszelkim prawem, a za rzeczywistość uznają tylko to, co wykreują i opiszą. Nie podoba nam się też to, że nasi koledzy po fachu nie mają z tego powodu żadnego poczucia odpowiedzialności za słowo.

Z niesmakiem obserwujemy jak w związku z oskarżeniami Stokłosy rosną szeregi moralizatorów. Jeszcze trochę a wszyscy zostaniemy już tak bardzo wyedukowani w tym, co jest moralne, a co nie, w tym kto powinien być winien, a kto nie, że kraj nasz zaludnią sami apostołowie nowej prawdy objawionej przez medialnych guru. Ciekawi nas tylko, skąd u wielu z nich taka zapiekła nienawiść do Stokłosy. I naprawdę jedną tylko znajdujemy odpowiedź - z kompleksów.

***

Atmosfera ostatnich dni skłania także do refleksji nad ludzką pamięcią. Jakże szybko i łatwo zapomnieli ludzie o tym, że Henryk Stokłosa to jeden z najzdolniejszych i najbardziej kreatywnych polskich biznesmenów. W ciągu 25 lat zbudował największy w Polsce kompleks firm rolniczo-przemysłowych oparty tylko na własnym, polskim kapitale, zlokalizowany przede wszystkim w naszym regionie i zatrudniający blisko 7 tysięcy ludzi. Kilkadziesiąt tysięcy osób i instytucji na stałe współpracuje z jego firmami. Jeszcze więcej korzysta z postępu technicznego i technologicznego, który upowszechnia. Jest jednym z największych pracodawców w Wielkopolsce. W tym kontekście muszą niepokoić wyraźnie widoczne tendencje nie tylko do ukarania Stokłosy, ale do unicestwienia jego gospodarczego dorobku i likwidacji zakładów. Dla nikogo, który choć trochę zna się na ekonomii nie ulega wątpliwości, że krach „imperium Stokłosy” spowodowałby katastrofę gospodarczą o niewyobrażalnych skutkach społecznych dla całego regionu.

***

Jakże szybko i łatwo zapomnieli ludzie także o tej drugiej, humanitarnej stronie działalności gospodarczej Stokłosy. Zawsze mówił, a słyszeliśmy to wielokrotnie na spotkaniach z wyborcami i w jego wystąpieniach w Senacie, że w życiu przychodzi taki moment , kiedy człowiek wie, jak osiągnął wiele i należy się tym podzielić z innymi. Nie każdy bowiem – powtarzał - umie robić pieniądze, są ludzie, którymi należy się szczególnie zająć.

Jego działalność charytatywna ukierunkowana była przede wszystkim na dzieci. Przez całe lata wszystkie domy dziecka w regionie otrzymywały od niego wsparcie finansowe i materialne. Pomagał szkołom i przedszkolom , ale nie tylko. Do najbardziej znanych jego przedsięwzięć należała akcja „Lato u Stokłosów” Zamiarem jego było, żeby dzieci z najuboższych rodzin regionu północnej i zachodniej Wielkopolski nie tylko wypoczęły, ale także umocniły poczucie własnej wartości. W zaadaptowanej na potrzeby kolonii szkole w Śmiłowie przez dziesięć lat spędziło w ten sposób wakacje ponad trzy tysiące dzieci.

W ostatnich latach pojawiła się nowa jego inicjatywa na masową skalę. Pod nazwami „Stokłosa dzieciom”, „Gwiazdka od Stokłosy” czy „Wyprawka od senatora Stokłosy” kryła się pomoc dla kilkudziesięciu tysięcy dzieci z całej Wielkopolski. Czytelnicy TN zapewne to pamiętają, bo nasze pismo tym przedsięwzięciom patronowało.

W firmach Henryka Stokłosy znalazło zatrudnienie ponad tysiąc absolwentów szkół wyższych. Wielu z nich, po ukończeniu stażu do dziś w nich pracuje. Fundował także stypendia dla studentów wywodzących się z terenu byłego województwa pilskiego. Starał się pomóc wszystkim, którzy się do niego zgłosili – zwłaszcza ludziom starym i schorowanym. Obdarowywał paczkami żywnościowymi, pieniędzmi, załatwiał trudno dostępne lekarstwa.

Finansowe wsparcie od senatora Henryka Stokłosy otrzymała również pilska służba zdrowia. Na jego pomoc (żywność, transport, pieniądze) liczyć mogły także instytucje i organizacje społeczne, emeryckie i kombatanckie, parafie i kluby sportowe. Trudno znaleźć instytucję, czy organizację społeczną z naszego regionu, której przedstawiciele nie pukaliby do drzwi senatora z prośbą o wsparcie. I prawie zawsze je uzyskiwali. Dziś wszyscy oni milczą zastraszeni gwałtownością polowania na Stokłosę

W niektórych kręgach jego działalność charytatywna była zawsze przedmiotem drwin. Nic sobie z nich nie robił. Nie liczył też na wdzięczność. Uważał bowiem, że ludzka niedola nie jest tematem do żartów. Jest bólem, który w miarę możliwości trzeba złagodzić. I dlatego nigdy nie zatrzasnął drzwi przed człowiekiem w potrzebie.



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.