Aktualnosci: List otwarty Anny Stokłosy

Wielka manipulacja
Anna Stokłosa, żona znanego polskiego biznesmena, przewodnicząca Rady Nadzorczej ZRP „Farmutil HS” S.A. wystosowała przed kilku dniami list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego premiera RP oraz kilkudziesięciu innych osób ze świata polityki, kultury i mediów. Oto jego treść.

Jestem małżonką Henryka Stokłosy – powszechnie znanego w kraju przedsiębiorcy, właściciela kilkunastu firm, zatrudniających w sumie ponad 7 tysięcy pracowników, sprawującego mandat senatora RP przez pięć poprzednich kadencji.

Celem niniejszego listu jest przede wszystkim przedstawienie niektórych faktów, dobitnie świadczących o wielkiej prowokacji, która od wielu lat, nierzadko za ogromne zagraniczne pieniądze, dokonuje się w stosunku do Henryka Stokłosy i która nadal w różnych formach ewoluuje w zależności od tego, na czyje polityczne zamówienie jest realizowana. Nękanie na różne sposoby Henryka Stokłosy od wielu lat nie wzbudza większego zainteresowania, a wręcz odwrotnie – istnieje wiele przykładów na to, że przedstawiciele administracji państwowej i władzy zachęcają i uczestniczą w tym procederze obliczonym na unicestwienie mojego męża. Uważam, że wpisujemy się dokładnie w znany przypadek Romana Kluski, ponieważ w naszej sytuacji, również w tak profesjonalny sposób za pomocą mediów, przy wsparciu urzędników i funkcjonariuszy służb, zwalcza się polskiego pracodawcę i polską firmę.

Pokrótce przedstawiam najbardziej jaskrawe fakty świadczące o wieloletnim dręczeniu i szkodliwym działaniu na niekorzyść naszych firm. Ta działalność była i – jak podejrzewam – jest nadal inspirowana m.in. przez Krzysztofa Horodeckiego, byłego senatora Unii Wolności, tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Marek” oraz byłego Wojewodę Pilskiego, Waldemara Jordana. Oto przykłady:

1. W okresie kampanii przed wyborami do Senatu RP drugiej kadencji Krzysztof Horodecki dopuścił się próby przejęcia lokalnego czasopisma wydawanego przez firmę należącą do Henryka Stokłosy. Utworzył w tym celu gazetę o łudząco podobnej nazwie. Tytuł „Tygodnik Nowy” należący do Henryka Stokłosy miał zostać zastąpiony tytułem „Nowy Tygodnik”, tak aby czytelnik nowego czasopisma pozostał nieświadomy, że kupuje gazetę należącą do innego właściciela. Zanim to nastąpiło, wmawiano pracownikom redakcji, że właściciel pisma Henryk Stokłosa likwiduje swój tytuł. W ten sposób inicjatorzy przejęcia chcieli obniżyć morale redakcji i spowodować jej uległość wobec nowego pracodawcy. Co istotne, na tytułowej stronie pierwszego numeru miała znajdować się sylwetka kontrkandydata mojego męża opatrzona wielkim tytułem: „Krzysztof Horodecki twoim kandydatem do senatu”. Próba się jednak nie powiodła – na kilka godzin przed drukiem wrogi mechanizm został odkryty, udaremniony i ostatecznie potwierdzony korzystnym dla mojego męża wyrokiem sądowym.

2. Na pierwszym posiedzeniu komisji ochrony środowiska Senatu RP drugiej kadencji Krzysztof Horodecki zarzucił mojemu mężowi nieprawidłowości w wykorzystaniu preferencyjnego kredytu na budowę oczyszczalni ścieków, które nigdy się nie potwierdziły. W 1993 roku jego kolega, ówczesny wojewoda pilski Waldemar Jordan, wykorzystując swoje stanowisko, sporządził niechlujne, odręcznie napisane pismo, nie opatrzone nawet urzędowymi pieczęciami, informujące Najwyższą Izbę Kontroli o rzekomych nieprawidłowościach, których miał się dopuścić Henryk Stokłosa przy okazji ubiegania się o kredyt na kolejne inwestycje w Śmiłowie. Na wniosek partyjnego kolegi, posła z innego okręgu wyborczego Marka Zielińskiego, który nigdy nie był nawet na terenie „Farmutilu”, Delegatura NIK w Poznaniu rozpoczęła kontrole w spółkach Henryka Stokłosy oraz w banku PKO S.A., który udzielał kredytu. Kierownictwo poznańskiej delegatury oraz kontrolerzy NIK zachowywali się lekceważąco i arogancko, przejawiając negatywny stosunek do wszystkiego, co wiązało się z zakładem. Pozwalali sobie nawet kierować do zakładu inspektorów bez uprawnień, którzy w swoim postępowaniu za nic mieli prawo i dobre obyczaje. Aby podważyć zaufanie banku do nas, pomawiano mnie nawet o różne obyczajowe skandale. Wszelkie fakty były wbrew prawu interpretowane na korzyść NIK. Cały ten proceder doprowadził do wypowiedzenia przez Bank Ochrony Środowiska preferencyjnego kredytu na budowę oczyszczalni służącej nie tylko zakładowi, ale i okolicznym miejscowościom. Kierownictwo NIK posunęło się tak daleko, że wystosowało do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników naszej firmy. Do środków masowego przekazu docierały – tak, jak i obecnie – zniekształcone, zmanipulowane i kłamliwe, ale za to mocno nagłośnione i celowo wyolbrzymione informacje o przebiegu kontroli. Nagonka na Henryka Stokłosę trwała kilka lat, a straty, jakie w jej wyniku poniosła firma, były ogromne. Gdy w 1997 roku wszystkie postępowania zostały zakończone, a sąd nie stwierdził złamania prawa przez nas, prezes Najwyższej Izby Kontroli skierował do właściciela „Farmutilu” oficjalne przeprosiny. Niestety w mediach, które wcześniej szczegółowo relacjonowały sprawę, fakt ten pozostał niezauważony.

3. Krzysztof Horodecki próbował wielu metod prowadzących do pozaprawnego przejęcia „Farmutilu”. Wysłał m.in. dwóch swoich dyrektorów do pełnomocnika regionalnego PiS Jacka Ciechanowskiego, któremu bez ogródek przedstawili oni plan obalenia Stokłosy przy wykorzystaniu struktur tej partii.

***

Od kilkunastu miesięcy cała moja rodzina oraz nasi współpracownicy wyraźnie odczuwają atmosferę metod znanych z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Padają nawet sugestie odnośnie powiązań z mafią, co jest kompletną bzdurą, ale świadczy o wyjątkowej desperacji naszych wrogów. Atmosfera ta przekłada się także na trudną do zniesienia presję ze strony organów administracji państwowej, w wyniku której czujemy się po prostu prześladowani i upokarzani w majestacie prawa. W takich warunkach efektywna działalność gospodarcza jest niezwykle trudna, bowiem poza konkurencją trzeba zmagać się również ze strukturami państwa. Oto najbardziej jaskrawe przykłady:

1. W naszej firmie od ponad siedmiu lat trwa nieprzerwana kontrola Urzędu Kontroli Skarbowej. Jest to sytuacja, która nie ma precedensu w naszym kraju. Kontrola była przedłużana na polecenie dyrektora UKS Ośrodek Zamiejscowy w Pile byłego oficera Ludowego Wojska Polskiego, oskarżonego przed laty o przestępstwa gospodarcze.

2. Tylko w ubiegłym roku nasza firma została poddana aż 84 kontrolom, a ilość dni kontrolnych wyniosła 651. Dane te nie uwzględniają drobnych kontroli, np. ze strony Sanepidu czy Inspekcji Transportu Drogowego, które są na tyle częste, że wprost trudno je zliczyć.

3. W ubiegłym roku inspektorzy ochrony środowiska podjęli zdecydowaną próbę zamknięcia naszego zakładu utylizacyjnego „Ekoutil”, zdaniem ekspertów – najnowocześniejszego w tej części Europy. Działania te były inspirowane przez konkurencyjny zagraniczny podmiot, a wspierane przez założoną w tym celu ekologiczną organizację kierowaną nieformalnie przez byłych SB-ków. W wyniku dziesiątek donosów i anonimów, w większości nie znajdujących potwierdzenia w faktach oraz różnej maści prowokacji, urzędnicy stosownych organów administracji odwlekali swoje decyzje. W konsekwencji zakład poniósł duże straty spowodowane choćby różnicami w kursie waluty, w której rozliczane były transakcje. „Ekolodzy” wówczas szydzili z nas i obłudnie wmawiali wszystkim, że działają w trosce o środowisko. Tymczasem zadaniem wybudowanego zakładu jest właśnie oczyszczanie środowiska w wyniku unieszkodliwiania odpadów zwierzęcych wysokiego i szczególnego ryzyka. Jest to trudne i uciążliwe dla otoczenia, ale ktoś to musi robić, a my ze swej strony inwestujemy ogromne kwoty, aby ową uciążliwość zminimalizować, co zresztą nam się udaje.

4. W ostatnich dwóch latach nastąpiło kilkukrotne, wręcz pokazowe oblatywanie helikopterem terenów naszej firmy oraz prywatnej posiadłości w celu zlokalizowania zakopanej tam rzekomo padliny. Inspektorzy ochrony środowiska przyodziani w uniformy mające sprawiać wrażenie niewiadomo jak wielkiego zagrożenia w ostentacyjny sposób wykonywali odwierty również w sąsiedztwie naszego domu. Kontrole przeprowadzano z udziałem kilkudziesięciu osób, w tym prokuratorów z Poznania i rzeczoznawców z całej Polski. Inspektorzy ochrony środowiska są w stosunku do naszej firmy tendencyjni – przejawiają niespotykaną życzliwość wobec tzw. „ekologów”, a z drugiej strony wyjątkową nadgorliwość w stosunku do naszej firmy.

5. Na przykładzie postępowania Urzędów Skarbowych oraz Izby Skarbowej, widać wyraźnie, że w wielu przypadkach naszych wyjaśnień nie bierze się pod uwagę, a wszelkie kwestie sporne interpretuje się na naszą niekorzyść. W grudniu ubiegłego roku zmuszeni zostaliśmy do wystąpienia na drogę prawną informując prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez p.o. Naczelnika Urzędu Skarbowego w Pile oraz przez p.o. Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Poznaniu (pisma w załączeniu). W jednym z tych przypadków prokuratura przyznała nam już rację (pismo w załączeniu). Na tej podstawie będziemy dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

***

W szeroko rozumianym otoczeniu naszej firmy od lat funkcjonuje grupa osób, których celem jest działalność na szkodę mojej rodziny, a przede wszystkim – mojego męża. Wrogie działania wobec właściciela „Farmutilu” zapoczątkowano na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, kiedy to kilkutysięczna rzesza byłych funkcjonariuszy SB usadawiała się w powstających właśnie podmiotach gospodarczych, zaczynających funkcjonować według wolnorynkowych zasad. Kilku z nich zamieszkało nawet w pobliżu naszego zakładu i stało się główną siłą ekologicznej organizacji. Osoby te to Mścisław Brodala – były funkcjonariusz i wykładowca poznańskiego ZOMO oraz Zbigniew Rochowski – były oficer Wojskowych Służb Informacyjnych. Ci panowie są filarami i głównymi kreatorami działań stowarzyszenia, które pod przykrywką troski o środowisko realizuje bezkompromisowy plan przewrócenia firmy. Oto kilka tylko przykładów działalności stowarzyszenia oraz konkurencyjnych firm, które mają typowo prowokacyjny charakter i świadczą o dążeniu do unicestwienia naszego zakładu:

1. W 2002 roku przedstawiciele konkurencyjnej firmy utylizacyjnej „DAKA Polska” Sp. z o.o. podjęli próbę pozbawienia mojego męża immunitetu parlamentarnego, wysuwając pod jego adresem całkowicie bezpodstawne zarzuty o rzekomym naruszeniu przez niego nietykalności cielesnej pracowników firmy ochroniarskiej. Ich zdaniem mój mąż miał 17 czerwca 2002 r. wyjąć z zawiasów i przewrócić kilkusetkilogramową metalową bramę na ochroniarzy, którzy na polecenie kierownictwa firmy DAKA, ochraniali obiekt, do którego tytuł prawny uzyskała nasza firma. Gdy prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, przedstawiciele firmy DAKA nakłaniali ochroniarzy, by wystąpili przeciwko Henrykowi Stokłosie z prywatnym aktem oskarżenia. Ci jednak, kierując się znajomością faktów i zdrowym rozsądkiem, nie uczynili tego. Przedstawiciele firmy DAKA nadali swoim absurdalnym zarzutom tak wysoką rangę, że trafiły one nawet pod obrady izby Senatu RP. Również senatorowie nie dali się zmanipulować i w wyniku głosowania przytłaczającą większością odrzucili wniosek o uchylenie immunitetu.

2. W dniu 14 lipca 2005 roku jedna z głównych działaczek stowarzyszenia, Krystyna Lemanowicz, mianująca się przedstawicielką Ruchu Przeciwko Bezradności Społecznej wraz z koleżanką po fachu spotkały się z pracownikiem naszego zakładu rolnego w Próchnowie, nachodząc go znienacka w domu. Lemanowicz i jej towarzyszka usiłowały wymóc na rozmówcy oświadczenie, iż ten został kiedyś poszkodowany przez ochroniarza firmy senatora. Obiecywały przyjazd telewizji. Kiedy mężczyzna kategorycznie zaprzeczał, próbowały podejścia z innej strony: wypytywały o jego pracę w gospodarstwie, zarobki, charakter zatrudnienia itp. Nie kryły, że chcą usłyszeć na temat Stokłosy „cokolwiek'', byle złego. Wreszcie poirytowana brakiem oczekiwanych informacji Lemanowicz zaczęła wykrzykiwać, aby „zaczął coś mówić?''. Gdy mężczyzna oświadczył, że na wiosce ludzie za pieniądze powiedzą wszystko, co kto chce usłyszeć, Lemanowicz zapytała, ile kosztowałyby jakiekolwiek, nawet wymyślone, informacje kompromitujące Stokłosę? Ani Krystyny Lemanowicz, ani towarzyszącej jej kobiety w najmniejszym stopniu nie interesowały pozytywne relacje o właścicielu Farmutilu. To wszystko – i jeszcze więcej – zostało uwiecznione na taśmie, którą mam w posiadaniu.

3. W okresie kampanii przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, w których mój mąż ponownie ubiegał się o mandat Senatora RP, „ekolodzy” skutecznie wywołali kolejną medialną „aferę”. Obiektem ich zainteresowania stało się należące do „Farmutilu” popegeerowskie wyrobisko, z którego od wielu lat korzystali okoliczni mieszkańcy, wywożąc piach i umieszczając tam śmieci. W momencie gdy właściciel terenu rozpoczął jego porządkowanie, działacze stowarzyszenia zarzucili mu nielegalne wydobywanie piasku, co wywołało kolejny festiwal pomówień, oszczerstw i manipulacji. Kilka dni później szefowa stowarzyszenia Irena Sienkiewicz poinformowała, że została kontrkandydatem Henryka Stokłosy w wyborach do Senatu.

4. Działacze stowarzyszenia wielokrotnie, przeważnie w zorganizowanej grupie wkraczali na teren naszej firmy, naruszając prywatną własność. 4 listopada 2005 roku w godzinach nocnych, pomimo stanowczych wezwań pracowników ochrony, teren firmy naruszyło kilkunastu „ekologów”, co spowodowało interwencję policji. Następnego dnia pracownicy Farmutilu zidentyfikowali na tym terenie zwłoki kruka. Późniejsze badania znaleziska, przeprowadzone w niezależnym laboratorium, wykazały, ze kruk został wcześniej ustrzelony z broni myśliwskiej. Niezwykle istotny jest termin tego wydarzenia. Cała Polska obawiała się w tym okresie skutków pandemii ptasiej grypy, co z premedytacją wykorzystywali „ekolodzy”. Incydent z 4 listopada stal się przedmiotem zainteresowania mediów również z tego powodu, że jedna z osób reprezentujących stowarzyszenie publicznie pomówiła Henryka Stokłosę o to, że została przez niego pobita.

5. W trakcie uroczystego wieczoru wyborczego kontrkandydatki mojego męża, działacze stowarzyszenia wykrzykiwali pod jego adresem w plenerowej scenerii w sztabie wyborczym Ireny Sienkiewicz, działacze stowarzyszenia wykrzykiwali pod adresem mojego męża obraźliwe epitety, takie jak: „dobić gada”, czy „zabić Stokłosę”, które były wyraźnie słyszalne przez mieszkańców Śmiłowa i okolic. Podobny incydent miał miejsce dzień po wyborach w pilskim barze „Smak”, gdzie w obecności konsumentów pogróżki pod adresem Henryka Stokłosy kierowało kilku lokalnych dziennikarzy, w tym słynący ze szczególnej nienawiści do mojego męża Piotr Gadzinowski, bliski współpracownik stowarzyszenia ekologicznego oraz autor licznych tendencyjnych publikacji na temat Henryka Stokłosy. Z powództwa i oskarżenia mojego męża toczą się przeciwko niemu postępowania sądowe. Nie przeszkadza to jednak redaktorowi Gadzinowskiemu występować w ogólnopolskich mediach w charakterze „bezstronnego” komentatora wydarzeń związanych z osobą Henryka Stokłosy.

6. We wrześniu 2005 roku pod drzwiami naszej prywatnej rezydencji zjawiło się dwóch mężczyzn, którzy zagrozili podpaleniem posiadłości oraz znajdującego się nieopodal Domu Gościnnego „Pasibrzuch”, będącego naszą własnością.

7. Groźby i szykany kierowane są również pod adresem osób zatrudnionych w naszych firmach. W maju 2005 r. dom jednego z pracowników – przedstawiciela załogi „Farmutilu” – został obrzucony jajami, wskutek czego zniszczeniu uległa nowa elewacja. Z kolei w sierpniu 2005 r. pracownik redakcji naszej gazety został w drodze do domu pobity przez dwóch mężczyzn, którzy obrzucili go wyzwiskami: „Ty sługusie Stokłosy...”.

8. W okresie święta zmarłych 2005 roku, na kontenerze na odpadki ustawionym z inicjatywy mojego męża na terenie śmiłowskiego cmentarza, nieznany sprawca dokonał aktu wandalizmu z wykorzystaniem symboliki religijnej, umieszczając znak krzyża i napis: „Ś.P. Henryk Stokłosa, Bóg i naród tak chciał”. O incydencie tym niezwłocznie powiadomiono policję, lecz postępowanie zostało umorzone w wyniku braku ujęcia sprawców. Co prawda mieszkańcy Śmiłowa doskonale wiedzą z czyjej inicjatywy wykonano napisy, lecz troska o własne bezpieczeństwo nie pozwala im obciążyć zeznaniami sprawców.

9. W nocy z 11 na 12 kwietnia 2006 r. grupa sprawców dokonała dewastacji pomieszczeń administracyjnych przy ul. Pilskiej w Śmiłowie należących do naszej firmy. Już wstępne oględziny miejsca tego zdarzenia wykazały, iż sprawcy nie działali na tle rabunkowym. Motywem w tym przypadku była najprawdopodobniej chęć zastraszenia lub manifestacja siły. Świadczyły o tym powybijane w oknach szyby oraz w sposób nienaturalny pomalowane krwią ściany i wyposażenie pomieszczeń. Widok po tym zdarzeniu jako żywo przypominał znane z filmów sensacyjnych obyczaje mafii Cosa Nostra. Dodam, że nie był to pierwszy tego typu incydent.

***

W nagonkę na nasze firmy zaangażowały się również konkurencyjne firmy z kapitałem zachodnim, które nie ukrywają chęci przejęcia naszej działalności związanej z utylizacją odpadów, dającej im monopolistyczną pozycję na polskim rynku. Zagraniczna firma dąży do obalenia „Farmutilu”, ponieważ ustanawiamy niskie ceny za odbiór odpadów na terenie całej Polski. Wielokrotnie sugerowano nam zawarcie zmowy monopolistycznej, której wykonanie wpłynęłoby na podwyższenie kosztów działalności zakładów mięsnych w całym kraju, co skutkowałoby natychmiastową podwyżką cen mięsa i wyrobów. Nie jest dla nas tajemnicą, że tajni agenci byłych służb znaleźli zatrudnienie w tej firmie, podobnie zresztą jak w mediach, co dziś jest już wiedzą powszechnie dostępną. Z inspiracji tych podmiotów powstała trudna do zliczenia ilość publikacji prasowych o jednoznacznym dla nas negatywnym wydźwięku.

Akcje medialnie przeciwko właścicielowi „Farmutilu” są doskonale skoordynowane i gołym okiem widać, że ktoś wpływowy tym zawiaduje. Zwykle jest tak, że najpierw ukazuje się w jednym z ogólnopolskich dzienników tzw. zajawka, a następnego dnia, jakby na hasło „atak na Stokłosę” ukazuje się jednocześnie w kilku publikatorach i mediach elektronicznych morze kłamstw, manipulacji i zwykłego bezprawia na nasz temat, sugerujących zmontowanym materiałem filmowym i enigmatyczną wypowiedzią prokuratora generalnego, że „coś jest na rzeczy”. Ten schemat powtarza się cyklicznie i ciągle przybierał na sile, by obecnie osiągnąć apogeum. Aby zilustrować swoje twierdzenia przedstawiam kilka przykładów:

1. W dniu 4 maja 2004 r. na nasz prywatny teren wtargnęła grupa dziennikarzy telewizji publicznej. Osoby te zauważone w strefie zakaźnej zakładu utylizacyjnego, w momencie rejestracji obrazu za pomocą kamery, twierdziły z uśmiechem, że znalazły się tam przypadkowo, na spacerze. Na nic zdały się tłumaczenia, że aby opuścić teren zakładu należy przejść przez śluzę sanitarną i poddać się dezynfekcji, zarówno w przypadku legalnego pobytu, jak i nielegalnego wtargnięcia. Zamiast poddać się obowiązującym procedurom dziennikarze zachowywali się w sposób prowokacyjny i wręcz obelżywy w stosunku do mojej osoby. Niespodziewanie szybko wokół zakładu pojawili się dziennikarze z innych mediów, a wiadomość o tym zdarzeniu natychmiast znalazła się mediach, a już po dwóch godzinach nawet w niemieckich mediach. Zarówno pracownicy firmy, jak i przybyli na miejsce funkcjonariusze policji przez długie godziny nie potrafili znaleźć kompromisowego rozwiązania, gdyż dziennikarze tak naprawdę nie byli zainteresowani opuszczeniem zakładu i po prostu świetnie grali rolę pokrzywdzonych i nielegalnie zatrzymanych, a o to im przecież chodziło. W eter szły wiadomości tak ohydnie kłamliwe, obraźliwe i zmanipulowane, że do dzisiaj nie mogę wyjść z „podziwu”, jak to jest w ogóle możliwe. Wydarzenia te wywołały zmasowaną medialną nagonkę na Henryka Stokłosę, który miał wtedy odwagę przeciwstawić się mediom i ewidentnej prowokacji. Dzisiaj wiem, że wydarzenia z 4 maja 2004 r. są jedną z najważniejszych przyczyn zajadłych ataków ze strony mediów pod naszym adresem. Dzieje się tak, bo mieliśmy odwagę przeciwstawić się dziennikarskiej samowoli polegającej na jednostronnym prezentowaniu faktów.

2. Konsekwencje wydarzeń z maja 2004 roku w postaci skrajnie zafałszowanego przekazu medialnego ponosimy do dziś. Musieliśmy przyzwyczaić się do tego, iż mało istotne wydarzenia w przypadku właściciela „Farmutilu” zyskują miano kolejnych afer. Niemal wszystkie sprostowania nieprawdziwych informacji, jakie wystosowali przedstawiciele naszej firmy, lądują w przysłowiowych redakcyjnych koszach. Okazuje się, że nawet tak duża i prężna firma jak „Farmutil”, jest bezsilna w konfrontacji z medialnymi manipulacjami.

3. W lipcu ubiegłego roku tygodnik „NIE” wykreował medialną aferę opartą na nieistniejących faktach. Gazeta zamieszczając całkowicie nieprawdziwe informacje o rzekomym wycieku z Komendy Powiatowej Policji w Pile list z nazwiskami osób skarżących się na odory z „Farmutilu” spowodowała zainteresowanie sprawą ze strony innych mediów. Tłumaczenia, że nie mamy z tą sprawą nic wspólnego, a Henryk Stokłosa nie jest zainteresowany żadnymi listami, w większości przypadków trafiały w próżnię. Wielką rolę w nagłośnieniu tej „afery” odegrały regionalne media publiczne – Oddział TVP3 w Poznaniu oraz Radio Merkury. W tym przypadku na naszym przykładzie ziściła się stara goebelsowska zasada, według której wiele razy powtarzane kłamstwo staje się prawdą.

4. Dziennikarze tygodnika „NIE” w artykule z dnia 18 stycznia 2007 r. sugerują, że Henryka Stokłosę trzeba „udusić pierwszej nocy w celi”. Biorąc pod uwagę, że dyrektorem wydawnictwa „NIE” jest były pułkownik SB, zagrożenie przedstawione na łamach tej gazety staje się realne, przed czym mój mąż został ostrzeżony przez prawników.

***

Moją intencją jest, aby Premier RP Jarosław Kaczyński, Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i były Prokurator Krajowy a dziś Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Janusz Kaczmarek zdali sobie sprawę z tego, że wykonują z wielką gorliwością zadania przygotowane i zlecone przez swoich największych wrogów związanych z dawnymi służbami i tak się w tym zapamiętali, że nie widzą jak się owi wrogowie z boku z nich śmieją i jakie dzięki nim osiągają sukcesy, chyba, że chodzi im o poklask mas podszyty tanim populizmem, a Stokłosę rzucili na pożarcie tłumom.

Wiem, że zacieśnia się obręcz wokół mojego męża. Prokuratorzy mają przeciwko naszej firmie 50 segregatorów akt. Z całą odpowiedzialnością twierdzę, że większość dokumentów, które mają do dyspozycji zostało spreparowanych i wyselekcjonowanych na polityczne zamówienie naszych oponentów, tak aby świadczyły przeciwko mojemu mężowi chociażby na tym etapie śledztwa. W grudniu ub. roku głośno szeptano w Pile, że po powrocie Zyty Gilowskiej do Rządu osobą Henryka Stokłosy zajmowała się w Ministerstwie Finansów kilkuosobowa grupa, która według naszego informatora ekscytowała się poleceniem przygotowania dokumentów w taki sposób, aby obciążały mojego męża.

Jak znam życie, marzeniem naszych wrogów jest widowiskowy spektakl – odławianie i aresztowanie Stokłosy, poparte szaloną akcją medialną, przeprowadzoną w myśl zasady: im mniej konkretów i faktów, tym więcej niezdrowej sensacji.

Jakże szybko i łatwo zapomina się dziś o humanitarnej stronie działalności gospodarczej Henryka Stokłosy, który zawsze mawiał, że w życiu przychodzi taki moment, kiedy człowiek wie, jak osiągnął wiele i należy się tym podzielić z innymi. Nasza działalność charytatywna ukierunkowana jest przede wszystkim na dzieci. Przez całe lata wszystkie okoliczne domy dziecka w otrzymywały z naszej strony wsparcie finansowe i materialne. Pomagamy również szkołom i przedszkolom. Do najbardziej znanych naszych przedsięwzięć należy akcja „Lato u Stokłosów”, w ramach której dzieci z najuboższych rodzin regionu północnej i zachodniej Wielkopolski nie tylko wypoczywały, ale także umocniły poczucie własnej wartości. W zaadaptowanej na potrzeby kolonii szkole w Śmiłowie przez dziesięć lat spędziło w ten sposób wakacje ponad trzy tysiące dzieci. Inne tego typu inicjatywy to akcje: „Stokłosa dzieciom”, „Gwiazdka od Stokłosy” czy „Wyprawka od senatora Stokłosy” oferujące pomoc dla kilkudziesięciu tysięcy dzieci z całej Wielkopolski. Mój mąż fundował także stypendia dla studentów wywodzących się z terenu byłego województwa pilskiego. Starał się pomóc wszystkim, którzy się do niego zgłosili – zwłaszcza ludziom starym i schorowanym. Obdarowywał paczkami żywnościowymi, pieniędzmi, załatwiał trudno dostępne lekarstwa. Trudno znaleźć instytucję, czy organizację społeczną z naszego regionu, której przedstawiciele nie pukaliby do naszych drzwi z prośbą o wsparcie. I prawie zawsze je uzyskiwali. Dziś wszyscy oni milczą zastraszeni gwałtownością „polowania na Stokłosę”.

Bacznie obserwuję polską rzeczywistość i mogę tylko ubolewać nad faktem, że media tak łatwo uznają za rzeczywistość to, co same wcześniej wykreują. To najgorszy rodzaj dziennikarstwa – tzw. „dziennikarstwo insynuacyjne”, pozbawione odpowiedzialności za słowo i niszczące słowem. Dlatego wszystkim młodym, ambitnym i pracowitym przyznaję rację – uciekajcie z tego kraju póki czas! Nie chciałabym, aby sądzono, że stawiamy się ponad prawem. Jesteśmy gotowi do publicznej, sprawiedliwej i rzetelnej oceny. Jednak to, co dzieje się wokół nas trzeba określić jako polityczne prześladowanie, biegnące już bez żadnej kontroli niczym rozpędzony pociąg.

Według informacji, jakie uzyskałam w ostatnich dniach, ten szalony pociąg napędzany jest zeznaniami złożonymi pod groźbą zatrzymania przez jednego z najbliższych współpracowników naszej firmy, którego przed laty mąż mój obdarzył – może zbyt łatwowiernie – pełnomocnictwem do prowadzenia wszelkich spraw podatkowych firmy. Zajęty działalnością polityczną w senacie, inwestycjami i strategią firm wchodzących w skład jego grupy kapitałowej nie kontrolował go w pełni, ufając jego kompetencjom. Sam nie utrzymywał żadnych kontaktów z pracownikami Ministerstwa Finansów, nie gościł ich też u siebie, powierzając te obowiązki swojemu doradcy podatkowemu. Tak trwało przez lata. Mąż wierzył mu bezkrytycznie. Dopiero kilkanaście miesięcy temu zaniepokoiły go nasilające się skargi na arogancję i styl pracy owego doradcy. Podejrzane były też próby wyłudzenia z zakładów dokumentów oświadczeń i podpisów, które tylko w części dotyczyły spraw, za które ów doradca był odpowiedzialny. Wtedy mąż podjął decyzję o zmianie firmy prowadzącej jego sprawy podatkowe. Doszło do ostrego konfliktu. Podczas gwałtownej wymiany zdań doradca groził mojemu mężowi, że doprowadzi do upadku firmy i skompromitowania jej właściciela oraz pracowników pionu finansowego, a zwłaszcza dyrektora finansowego ZRP „Farmutil”. Są świadkowie tego incydentu. Dziś już wiadomo, że nie były to tylko czcze pogróżki. Ten człowiek bez czci i honoru, kilka już razy aresztowany za namawianie swoich klientów do niepłacenia podatków, bezgranicznie pazerny na pieniądze i wysoko ustosunkowany w strukturach finansowych państwa jest dziś głównym oskarżycielem mojego męża i sprawcą całego zamieszania wokół jego osoby. Konsekwencją tego zamieszania była niezgodna z artykułem 730 par. 3 KPC próba zabezpieczenia majątku. Zamiast zabezpieczyć prywatne mienie, np. nieruchomość stanowiącą naszą posiadłość, prokuratorzy wskazali na 16 niezależnych obiektów wykorzystywanych do działalności produkcyjnej, co musi powodować utrudnienia w funkcjonowaniu firmy.

***

Wydarzeniem ostatnich dni było opublikowanie Raportu o WSI. Dokument ten wyjaśnił mi niektóre mechanizmy postępowania mediów wobec mojego męża. W raporcie znajdują się nazwiska i pseudonimy osób zatrudnionych (w tym na stanowiskach kierowniczych) bądź współpracujących z mediami, które wielokrotnie dyskredytowały osobę Henryka Stokłosy, przedstawiając nieprawdziwe informacje bez wcześniejszego ich sprawdzenia u źródła. Oto kilka przykładów:

1. Piotr Nurowski, ps. „Tur” – wiceprezes zarządu „Polsatu” był znajomym mego męża. Przed laty usiłował mu sprzedać linię produkcyjną do pakowania. Mąż odmówił. Mimo to urządzenie pod nieobecność męża przywieziono do zakładu, gdzie przyjęli ją niezorientowani pracownicy. W jakiś czas później pieniądze za to urządzenie zostało bez wiedzy męża ściągnięte z jego konta. Egzekucję tę w ciągu jednego dnia udało się załatwić ówczesnemu szefowi Nurowskiego we wrocławskim sądzie. Od tego czasu „Polsat” niezmiennie atakował mego męża nawet w trakcie tak zwanej ciszy wyborczej.

2. Andrzej Nierychło, ps. „Sąsiad” – dziennikarz „Pulsu Biznesu” jest dziś jednym z wydawców tego pisma. Na jego łamach w dniu. 16.02.2007 r. opublikowano całkowicie nieprawdziwą informację o rzekomej wyprzedaży majątku przez właścicieli Farmutilu oraz o rzekomym poruszeniu tym faktem wśród przedstawicieli branży spożywczej. Dziennik „Puls Biznesu” jest pismem opiniotwórczym wśród środowisk biznesowych, a taka informacja nie sprawdzona u źródła ewidentnie może nadwerężyć wizerunek firmy wśród kontrahentów.

3. Milan Subotić, ps. „Milan” – dziennikarz TVP, następnie wicedyrektor ds. programowych TVN z racji swej funkcji nadzorował programy, które w sposób tendencyjny prezentowały firmy mego męża. W ostatnich latach na antenie TVN oraz TVN24, zarówno w programach informacyjnych jak i publicystycznych pojawiło się kilkadziesiąt materiałów dziennikarskich zawierających nieprawdziwe informacje o negatywnym wydźwięku na temat Henryka Stokłosy i Farmutilu. Dziennikarze TVN-u w rozmowach z przedstawicielami firmy wielokrotnie rejestrowali obraz z ukrytych kamer bez wiedzy rozmówców. Wielokrotnie też filmowali (nawet z użyciem helikoptera) naszą prywatną posiadłość.

Wszystkie przedstawione w mym liście fakty wyraźnie wskazują na to, że oto stanęły naprzeciw siebie dwa obozy. Z jednej strony służby powstałe na gruzach SB i WSI, których funkcjonariusze przeniknęli do świata biznesu i mediów, by wykorzystywać swe umiejętności realizując korporacyjne cele naszej zachodniej konkurencji, ale również ludzka zawiść i dziennikarstwo, które sięgnęło dna. Z drugiej strony zbudowany od podstaw zakład oparty na polskim kapitale, który w ciągu minionych 25 lat zaktywizował ubogi gospodarczo region dając zatrudnienie tysiącom osób i stabilizację ekonomiczną ich rodzinom, działając w niezwykle trudnej i pożytecznej dziedzinie gospodarki. Dzisiaj osobiście, wraz z synem oraz przy wydatnym udziale doświadczonej, profesjonalnej kadry, zarządzam firmą, przechodząc swoistą drogę przez mękę. Dobro firmy i jej pracowników stawiam na pierwszym miejscu. Czuję się odpowiedzialna za los wielotysięcznej załogi, gdyż wiem, że po zakończeniu medialnego spektaklu losem tych ludzi nikt inny nie będzie się przejmował. Większość z tych osób znam osobiście od wielu lat i wiem, że ewentualny upadek firmy byłby dla nich tragedią. Dlatego postanowiłam sobie, że nigdy ich nie zdradzę, jestem gotowa bronić ich za każdą cenę. Tym bardziej, że kolejna duża firma z naszego regionu, zatrudniająca kilkaset osób, zamierza istotnie ograniczyć swoją działalność, co spowoduje znaczną redukcję miejsc pracy.

Sądzę, że warto pójść tą drogą, aby pokazać brak przyzwolenia dla niszczenia ludzi w majestacie prawa i w konsekwencji udowodnić po czyjej stronie jest racja. Pomimo tych negatywnych doświadczeń nie mogę uwierzyć, że Polska – moja Ojczyzna – może mnie i moich bliskich tak boleśnie i niesprawiedliwie ugodzić.

Łączę wyrazy szacunku

Anna Stokłosa



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.