| |
|
| Aktualnosci: Chcę wrócić, bo uważam, że jestem potrzebny |
Data dodania
04.01.2011 r.
6 lutego br. odbędą się wybory uzupełniające do Senatu, w których zgłosiłem swą kandydaturę. Zebrałem odpowiednią ilość podpisów i zarejestrowałem swój komitet wyborczy. Teraz pora, by wyjaśnić cele i motywy mojego powrotu do polityki. Wiem, że wielu moja decyzja zaskoczyła i zdziwiła. Dlaczego człowiek – pytacie zapewne siebie i swoich najbliższych – który szesnaście lat pracy w polskim parlamencie zakończył wyborczą porażką w 2005 roku i dodatkowo uwikłany jest w proces sądowy, decyduje się wyjść z cienia i stanąć ponownie w szranki wyborcze?
Złośliwcy – a gdzież ich nie ma – podejrzewają mnie o chęć osiągnięcia korzyści osobistych, ukrycia się za immunitetem po to, by uniknąć kary. Uprzedzając ich insynuacje, informuję, że proces przed poznańskim sądem, który rozpoczął się przed kilkunastu miesiącami, trwać będzie bez przeszkód i immunitet nie ma tu zastosowania. Zresztą nie obawiam się o jego wynik, bo wiem, że jestem niewinny.
Postanowiłem po raz kolejny ubiegać się o mandat senatora z zupełnie innych powodów. Od kilku lat z niepokojem obserwuję, jak nad moimi rodakami zamieszkującymi powiaty północno – zachodniej Wielkopolski gromadzą się czarne chmury kryzysu gospodarczego, postępującego bezrobocia, biedy i drożyzny, jak coraz bardziej region nasz odstaje poziomem inwestycji, zaangażowania środków unijnych i perspektyw rozwojowych od innych części naszego kraju, jak uciekają z niego młodzi ludzie. Jesteśmy traktowani po macoszemu nie tylko przez warszawską centralę, ale także przez władze województwa wielkopolskiego. A tymczasem nasi przedstawiciele, którym kilka tygodni temu powierzyliśmy mandat reprezentowania nas w sejmiku wojewódzkim, lekceważąc nasz głos i nasze zaufanie, zamiast zabrać się do roboty, postanowili zrobić kariery w parlamencie. Dufni w poparcie swych partii, po kilku dniach od wyborów samorządowych, stanęli w szranki wyborów do Senatu, jak gdyby to był konkurs piękności, a nie przejęcie odpowiedzialności za losy setek tysięcy obywateli.
Z niesmakiem obserwuję, jak reprezentacja parlamentarna naszego okręgu zaangażowana jest głównie w robienie osobistych karier w Warszawie. Są wśród nich ministrowie oraz żołnierze partii, którzy w telewizyjnych studiach toczą boje w polsko – polskiej wojnie, brakuje natomiast polityków, którzy zatroszczyliby się o interesy mieszkańców naszego okręgu.
Wyśmiewano się ze mnie, że jestem senatorem od rozdawania kiełbasy. Istotnie działalność na rzecz najsłabszych i najbiedniejszych obywateli uważałem za swój priorytet. To ja jako pierwszy w kraju wprowadziłem w moim biurze wyborczym dyżury prawników udzielających bezpłatnych porad. To ja jako jedyny organizowałem u siebie w Śmiłowie coroczne bezpłatne wczasy dla dzieci wiejskich, to ja wreszcie z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocnych fundowałem najuboższym tysiące paczek żywnościowych, a z okazji rozpoczęcia roku szkolnego setki wyprawek dla „pierwszaków”. Wspomagałem także domy dziecka, domy pomocy społecznej i hospicja, sponsorowałem kluby sportowe, szpitale i różne organizacje pozarządowe - wszystkiego nie jestem w stanie nawet wymienić. Wydawałem setki tysięcy własnych złotówek, bo tak rozumiałem swoją senatorską służbę. Ludzie mi ufali i tego ode mnie oczekiwali. Starałem się ich nie zawieść.
Dziś pytam, czy ktoś kontynuuje te moje inicjatywy i przedsięwzięcia? Bo ja – gdy mieszkańcy pilskiego okręgu wyborczego mi zaufają – natychmiast do nich powrócę.
Nadchodzą ciężkie czasy dla polskiej gospodarki. Fala drożyzny, która pojawiła się z nowym rokiem, ogarnia wszystkie dziedziny życia. Szczupleją portfele obywateli. Najwcześniej odczują to emeryci, renciści i najuboższe grupy społeczne. Obowiązkiem polityków jest temu zaradzić, czasem także kosztem własnych kieszeni, czy budżetów własnych partii. A tymczasem na pilskiej scenie politycznej dominują obecnie – jak w wielu innych regionach kraju – partyjni aparatczycy posadowieni na parlamentarnych posadach z nadania, a nie niezależni i kompetentni fachowcy, którzy nie muszą słuchać rozkazów z Warszawy.
Niezależność zawsze była moim atutem, a niepokorność moją bronią. Teraz przemawia za mną również doświadczenie. Pół roku do końca kadencji to za mało, by się czegokolwiek nauczyć, dlatego na tak krótki okres potrzebny jest pilskiemu okręgowi senator niezależny i doświadczony, który nie będzie tylko trybikiem w partyjnej maszynce do głosowania.
Chcę powrócić do polityki, bo uważam, że jestem potrzebny. I mam nadzieję, że 6 lutego uzyskam poparcie dla mojej kandydatury i mojego programu.
Henryk Stokłosa

|
|