| |
|
| Aktualnosci: Kolejna porażka prokuratora Kiełka |
Data dodanie 09.03.2011r.
Henryk Stokłosa nie straci 3 milionów zł kaucji. W miniony poniedziałek Sąd Okręgowy w Poznaniu odrzucił wniosek prokuratura Kiełka, uznając, że senator nie utrudniał śledztwa. - Poręczenie przepada w przypadku ucieczki bądź ukrywania się oskarżonego i może przepaść w wyniku utrudniania śledztwa. Sąd nie uznał twierdzeń prokuratury za uzasadnione - powiedział sędzia Mariusz Sygrela.
Prokurator Kiełek podczas styczniowej rozprawy złożył wniosek o przepadek kaucji, jaką Henryk Stokłosa był zmuszony zapłacić, aby opuścić areszt tymczasowy, w którym – na co wskazują ostatnie decyzje trybunału w Strasburgu – przebywał niezgodnie z obowiązującymi w Europie regulacjami prawnymi.
Wniosek ten prokurator Kiełek umotywował tym, że – jego zdaniem – „Henryk Stokłosa utrudnia postępowanie”, ponieważ … krytykuje byłego ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który przez pewien okres czasu był jego adwokatem. Ponadto miał kompromitować swego byłego doradcę podatkowego Mariana J., a także zlecić założenie strony internetowej piętnującej nadużycia polskich organów ścigania. Najbardziej jednak prokuratora Kiełka zabolał fakt, że Stokłosa śmie krytykować jego osobę, czyli „szkaluje urząd prokuratorski” i w ogóle stara się bronić i polemizować z zarzutami prokuratury
Koronnym argumentem Kiełka było śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Lesznie, wyjaśniające, czy doszło do namawiania przez Henryka Stokłosę niejakiego Bogdana Gasińskiego do oczerniania głównego świadka oskarżenia.
Bogdan Gasiński – ostatnio skazany za kradzież sprzętu RTV z kilku hoteli – to osoba znana w całym kraju z rozpowszechniania absurdalnych informacji o lądowaniu Talibów w Klewkach, były współpracownik Andrzeja Leppera, tropiciel wąglika na Mazurach, a także osoba wielokrotnie podszywająca się za znanego dziennikarza TVN-u Jacka Gasińskiego,
W 2008 roku Gasiński skontaktował się z Henrykiem Stokłosą proponując mu materiały świadczące o manipulowaniu śledztwem przez prokuraturę. To właśnie ten fakt posłużył prokuratorowi Kiełkowi do kolejnego ataku na Stokłosę.
- To bardzo zastanawiające dlaczego prokurator czekał prawie dwa lata i dopiero teraz złożył wniosek, skoro o kontaktach z Gasińskim wiedział w kwietniu 2009 roku? - dziwił się podczas poniedziałkowej rozprawy mec. Adam Zwierzyński jeden z adwokatów oskarżonego. - Pan Henryk Stokłosa nie ukrywał swoich kontaktów, przedłożył sms-y i mms-y od Bogdana Gasińskiego i opisał je w książce „W szponach władzy”. Wniosek nie zawiera merytorycznych zarzutów, a jedynie szykany. Wydaje mi się, że jest to wynik osobistej niechęci prokuratora Kiełka do oskarżonego.
Drugi z adwokatów, mec. Piotr Binas, zwrócił natomiast uwagę na okoliczności, w jakich doszło do tego spotkania. - Pan Gasiński skontaktował się z panem Stokłosą, wówczas tymczasowo aresztowanym, izolowanym od rodziny i poddanym surowym rygorom. Twierdził, że dysponuje informacjami o manipulowaniu zarzutami, był gotów do podzielenia się nimi. To zadziwiający zbieg okoliczności. Po opuszczeniu aresztu Gasiński dążył do kontaktów z panem Stokłosą. Ten uznał jednak, że Gasiński jest osobą niewiarygodną i zerwał z nim kontakty.
W ten wątek rozprawy usiłowała wtrącić swoje trzy grosze Irena Sienkiewicz, która uczestniczyła w rozprawie, ale natychmiast posadzona została na ławce przez zdegustowanego jej niekompetencją sędziego, który przy okazji przypomniał jej, w jakiej formie może składać swoje uwagi. Po chwili z podkulonym ogonem opuściła rozprawę przy zupełnym braku zainteresowania ze strony mediów, co zapewne najbardziej ją zabolało.
Adwokaci senatora, a potem on sam, zwrócili uwagę na moment, w którym pojawił się wniosek prokuratora Kiełka. - Czas złożenia wniosku nie był przypadkowy, albowiem zbiegł się z wyborami uzupełniającymi do Senatu - stwierdził Henryk Stokłosa. - Co wpisuje się w ciąg szykan ze strony prokuratora Roberta Kiełka w stosunku do mojej osoby i jest dowodem braku bezstronności prokuratora.
Wniosek o przepadek kaucji prokurator Kiełek złożył, gdy dowiedział się, że Henryk Stokłosa startuje w wyborach uzupełniających do Senatu RP. To właśnie medialny efekt – bo tylko na to mógł realnie liczyć Kiełek – miał obniżyć szanse wyborcze senatora. Media co prawda temat podchwyciły, ale pokazały sprawę obiektywnie, co nie było dla prokuratora korzystnym sygnałem, a Henrykowi Stokłosie nie przeszkodziło z zdobyciu senatorskiego mandatu.
W tej sytuacji prokurator Kiełek postanowił złapać się przysłowiowej brzytwy. Na kilka dni przed poniedziałkową rozprawą, do pilskiej komendy policji wezwano czterech świadków, którzy na wniosek prokuratury zeznawali w procesie na wcześniejszym etapie. Jak udało nam się ustalić, świadkowie byli przesłuchiwani przez funkcjonariuszy z Poznania po kilka godzin każdy. Nękano ich wielokrotnymi pytaniami o to, czy aby nie byli naciskani bądź nakłaniani do składania zeznań korzystnych dla Henryka Stokłosy. Podstawą do przesłuchań miało być zawiadomienie złożone w prokuraturze przez śmiłowską działaczkę SEPZN Dorotę Pawłowską. Na poniedziałkowej rozprawie zawiadomienie to prokurator Kiełek złożył do akt sprawy, obrona nie miała jednak szansy się z nim zapoznać. Cała ta tajemnicza sprawa jawi się jako kolejne nadużycie i dążenie do naciągania faktów przez prokuratora Kiełka.
Podczas rozprawy senator chciał szczegółowo opisać wszystkie nadużycia prokuratora Kiełka, jeszcze z postępowania przygotowawczego, ale sędzia przerwał mu, uznając, że nie ma ono związku z przepadkiem poręczenia majątkowego. Sędzia uciszył także prokuratora, który nie potrafił ukryć swej osobistej niechęci do oskarżonego. W końcu jednak zdecydował, że tekst wystąpienia Henryka Stokłosy zostanie dołączony do akt sprawy.
„Prokurator Robert Kiełek – czytamy w tym dokumencie – już na wcześniejszych etapach prowadzonych przeciwko mnie postępowań, jeszcze przed otwarciem przewodu sądowego, dopuszczał się działań stawiających jego rzetelność i bezstronność pod bardzo dużym znakiem zapytania. (...) W sposób złośliwy utrudniał mi dostęp do korespondencji od moich obrońców w czasie, gdy przebywałem w areszcie śledczym.(...) Odmawiał moim obrońcom dostępu do akt postępowania przygotowawczego, a sprawa ta znalazła swój finał przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, gdzie uzyskałem rozstrzygnięcie przyznające mi rację, natomiast Skarb Państwa zobowiązany jest zapłacić mi odszkodowanie.
Jawnym przejawem emocjonalnego stosunku prokuratora Roberta Kiełka do mojej osoby są słowa skierowane przez niego do mnie w dniu zakończenia postępowania przygotowawczego. Prokurator Robert Kiełek wcale się nie krył wtedy ze swoimi intencjami i z wielką satysfakcją poinformował mnie, że udało mu się to, co wcześniej – jak się wyraził – „spaprali” prokuratorzy z Ciechanowa – „załatwił Stokłosę”. Ze stwierdzenia tego jasno wynika, że prowadząc śledztwo prokurator kierował się względami osobistymi, dążąc do uzyskania osobistej satysfakcji, rozgłosu lub awansu.”
Następnie Henryk Stokłosa wymienił szereg zdarzeń mających charakter szykan dotyczących jego rodziny oraz przedstawił w nich udział prokuratora Kiełka. Większość z nich znana jest czytelnikom książki pt. „W szponach władzy”. Wśród nich najbardziej kompromitujące to wtargnięcie do domu Stokłosów i bezprawne zachowanie się prokuratora podczas czynności przeszukania, najazd pijanych funkcjonariuszy na mieszkanie pasierba Senatora oraz podrzucenie broni w domu Stokłosów, jako pretekstu do aresztowania żony senatora Anny. Ta prowokacja na szczęście się nie powiodła.
Wobec argumentów obrony i w związku z zarzutami senatora, sąd uznał wniosek prokuratora Kiełka o przepadku poręczenia za nieuzasadniony i oddalił go w całości. Na tę decyzję nie przysługuje środek odwoławczy.
W kontekście tej sprawy warto postawić pytanie: Kto i kiedy sprawi, by w imieniu Państwa Polskiego i w obronie jego interesów nie stawali ludzie zacietrzewieni, łamiący obowiązujące w Polsce prawo, omijający świadomie Europejską Konwencję o Ochronie Praw Człowieka oraz posługujący się metodami z zupełnie innej choć stosunkowo nieodległej w czasie epoki historycznej?

(red)
fot.
Kolejna prowokacja prokuratora Kiełka spełzła na niczym.
|
|