| |
|
| Aktualnosci: Przeciw etykietom |
W Polsce zapanowała moda na etykietki: ten jest liberałem, tamten to socjalista, ten jest betonem, a tamten to reformator. Po pewnym czasie nikt już nie wie, co te etykietki oznaczają. Niektórzy traktują je jak obelgi, więc przyklejają je innym. Tak dzieje się teraz podczas kampanii wyborczej. Mnie na przykład w pewnej telewizyjnej audycji okrzyknięto niedawno eseldowskim lewicowcem. Oczywista bzdura, ale uczynili to ludzie, którzy mnie nie bardzo akceptują i chcieli mi w ten sposób zaszkodzić.
Jestem biznesmenem, przedstawicielem polskiego kapitału i choćby z tego względu daleko mi do wszelkiego rodzaju lewicowości w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Nie utożsamiam się także z liberałami, zbyt dobrze bowiem pamiętam przesłanie Żeromskiego o tym, że człowiek jest to rzecz święta, której nikomu krzywdzić nie wolno. Dlatego nie lubię i nie chcę, by mnie etykietowano. Nie akceptuję tego również z tego powodu, że ponad wszystko cenię sobie niezależność.
Cenię sobie niezależność. Tę polityczną, która nie krępuje mnie partyjnymi więzami i koteryjnymi układami. I tę ekonomiczną, która sprawia, że do końca mogę być sobą, nie muszę zabiegać o profity, układy i z przerażeniem myśleć o tym, co zrobię z sobą, gdy skończy się kadencja.
Cenię sobie niezależność, bo daje mi ona pełną swobodę działania, realizowania mojego politycznego, gospodarczego i prywatnego planu na życie, moich pomysłów i ambicji.
Gdy inni mówią o bezrobociu jako głównym społecznym problemie naszego kraju, ja zatrudniam pięć tysięcy ludzi. Praktycznie każdy młody, dobrze wykształcony człowiek może znaleźć u mnie pracę.
Gdy inni narzekają na biedę, mnie stać na to, by pomóc tysiącom ludzi: starym, chorym, zagubionym w okrutnych czasach ustrojowej transformacji. Wspomagam domy dziecka, szpitale, kościoły, a także organizacje społeczne i kluby sportowe.
Gdy inni rozczulają się nad losem polskich dzieci, których znaczny procent cierpi głód, ja funduję im na masową skalę wakacje, paczki żywnościowe i wyprawki szkolne.
Gdy inni rozdzierają szaty nad losem byłych pracowników PGR, ja przejąłem kilkanaście byłych gospodarstw rolnych i stworzyłem im szanse rozwojowe. Zaangażowałem się też finansowo w działalność organizacji wspomagających to środowisko.
Gdy inni krytykują biurokrację, ja jako polski przedsiębiorca, bez przerwy trafiając na jej opór, zmagam się z ludzką zawiścią, urzędniczą indolencją i głupotą. Rozumiem, że innym, słabszym ode mnie walka ta sprawia jeszcze większą trudność, dlatego w moim biurze senatorskim każdy może otrzymać bezpłatną poradę prawną i pomoc.
Gdy inni utyskują na ciężkie czasy, ja powoli i z mozołem, w ciągu dwudziestu pięciu lat stworzyłem jedną z największych firm rolniczo-przetwórczych w Polsce. A dzięki wsparciu mieszkańców dawnego województwa pilskiego, a dziś regionu północno-zachodniej Wielkopolski, mogłem nieprzerwanie od 1989 roku piastować zaszczytną godność senatora Rzeczypospolitej.
Dlatego cenię sobie niezależność i pozostaję niezmiennie jej wierny.
Henryk Stokłosa
Senator RP
|
|