![]() |
|||||||||
|
Z senatorem HENRYKIEM STOKŁOSĄ rozmawia Zbigniew Noska Dlaczego po raz kolejny zdecydował się Pan kandydować do Senatu? - Ta decyzja jest efektem wielomiesięcznych przemyśleń. Przede wszystkim wynika ona z moich dotychczasowych kontaktów z mieszkańcami pilskiego okręgu wyborczego. Ja się tu urodziłem, w Wielkopolskiej tradycji zostałem wychowany, tu też zdobyłem wykształcenie. Tutaj również dałem się poznać jako przedsiębiorca zatrudniający kilka tysięcy osób oraz jako parlamentarzysta i polityk, który koncentruje swoją uwagę na sprawach gospodarczych i czyni wiele, za własne pieniądze, by pomóc ludziom pokrzywdzonym przez los i nowy system społeczny, do którego nie wszyscy potrafią się dostosować. To więc krajanie zasugerowali mi, bym ponownie kandydował do Senatu. Uznali, że potrafię, jak dotąd, skutecznie reprezentować ich interesy. Pewien wpływ na moją decyzję ma też aktualna sytuacja polityczna w kraju, charakteryzująca się kryzysem polskiej klasy politycznej, uwikłanej w beznadziejne bijatyki partyjne. Ja nie akceptuję wojen polsko-polskich, nie należę do żadnej partii, a swą działalność polityczną prowadzę za własne pieniądze. Wobec tych nieakceptowanych przez Polaków zjawisk na polskiej scenie politycznej niezależność i apartyjność jest znowu w cenie i jest naszemu krajowi potrzebna. Ja wytrwałem w takiej postawie – mimo wielu pokus – od czerwca 1989 roku. Od szesnastu lat jestem niezmiennie politykiem niezależnym. Jak Pan ocenia swoją działalność parlamentarną w kończącej się właśnie kadencji ? - Zgodnie z ustawowym obowiązkiem publicznie rozliczę się ze swej działalności parlamentarnej. Na przełomie sierpnia i września każdy mieszkaniec mojego okręgu wyborczego otrzyma ode mnie list w tej sprawie. To bowiem do moich wyborców należy skwitowanie mnie z mandatu, który powierzyli mi cztery lata temu, dlatego teraz pozwolę sobie dość ogólnie odpowiedzieć na to pytanie. Mam bogate doświadczenie parlamentarne, dzięki któremu posiadłem umiejętność zachowania równowagi między zadaniami ustawodawczymi, ciążącymi na każdym senatorze Rzeczypospolitej, a obowiązkiem prezentowania w parlamencie interesów swoich wyborców. Nie ujmując nic moim szanownym przeciwnikom w walce o senatorski mandat, większość z nich przez pierwszą połowę kadencji będzie musiała się wiele nauczyć. Ja już mam to za sobą. Ostatnią kadencję Senatu oceniam jako bardzo pracowitą, co dało mi sporo satysfakcji. Nigdy tego nie liczyłem, ale ze statystyk Senatu wynika, że podczas sesji i posiedzeń komisji zabierałem głos ponad dwieście razy. Prezentowałem swe poglądy głównie wtedy, gdy debatowaliśmy nad ustawami gospodarczymi i społecznymi. Przedstawiałem swe opinie, często bardzo krytyczne, wobec ustaw budżetowych oraz wszystkich związanych pośrednio lub bezpośrednio z rolnictwem, wykłócałem się w związku z niektórymi pomysłami podatkowymi rządu, wspierałem rozsądne inicjatywy zmierzające do poprawy bytu ludzi ubogich. Nigdy nie wdawałem się w jałowe spory polityczne i ideologiczne, których niestety nie brakowało także w tej kadencji. Często swe wystąpienia konsultowałem z przedstawicielami środowisk społeczno-zawodowych zainteresowanych konkretną ustawą. Zdarzało się też, że to konkretne instytucje, a nawet osoby prywatnie, inspirowały mnie do zabrania głosu. Tak było, gdy debatowaliśmy nad ustawą, której pewne zapisy broniły interesów działkowców zrzeszonych w PZD oraz myśliwych w PZŁ. A co uczynił Pan dla swego okręgu wyborczego? - Jedną z form senatorskiej działalności są tak zwane oświadczenia. W kadencji wygłosiłem ich ponad sześćdziesiąt, poświęcając je problemom lokalnym. W ten sposób zmuszałem urzędników z centrum do zajęcia się zależnymi od ich decyzji problemami naszego regionu. Interweniowałem między innymi w sprawie wzrostu bezrobocia, subwencji dla oświaty (kilkakrotnie), braku środków na pomoc społeczną w Wielkopolsce. Broniłem samorządy przed powierzaniem im coraz większej ilości obowiązków, za którymi nie szły w parze określone decyzje finansowe. Zabierałem głos także w sprawach czysto lokalnych takich jak: budowa oczyszczalni we Wronkach, regulacja rzeki w Chodzieży, zatrudnienie pilskich pocztowców, połączenia kolejowe Piła-Bydgoszcz i wiele innych. Podczas kolejnych kampanii wyborczych pojawiają się w programach niektórych partii propozycje likwidacji Senatu. Obecnie zmierza do tego Platforma Obywatelska w ramach budowania oszczędnego państwa. Sugeruje, aby zlikwidować Senat i w ten sposób zmniejszyć koszty, które ponoszą podatnicy... Jaka jest Pańska opinia w tej kwestii? - Istnienie Izby Senatorskiej uzasadnia nie tylko bogata tradycja polskiego parlamentaryzmu, ale przede wszystkim praktyka. Skłócony i rozpolitykowany Sejm tworzy bardzo często źle napisane i skonstruowane ustawy. My to w spokoju i z pełną odpowiedzialnością weryfikujemy. I to jest główna, choć nie jedyna ważna sprawa, którą załatwia Senat. A jeśli chodzi o koszty? No cóż, w tej sprawie nie mogę sobie niczego zarzucić. Znakomitą większość wydatków związanych z funkcjonowaniem biur, wyjazdami i inną działalnością polityczną ponoszę sam. Pół serio mogę powiedzieć, że Senat oszczędza na Stokłosie. Nie jestem tak zwanym senatorem zawodowym – nie biorę też więc, jak inni, pieniędzy za sprawowanie tej godności. Deklaruje się Pan jako senator niezależny. Tymczasem, jak uczy doświadczenie, w pojedynkę niewiele w polityce można zrobić. Jak to Pan skomentuje? - Jestem senatorem niezależnym, ale to nie znaczy, że politycznie wyizolowanym. W minionej kadencji bardzo dobrze współpracowało mi się z wieloma senatorami z różnych opcji politycznych, a zwłaszcza z tymi, którzy w kwestiach ekonomicznych kierowali się pragmatyzmem. To po co Panu ta niezależność? - W tym określeniu zawiera się cała filozofia mojej działalności prywatnej i publicznej. Cenię sobie niezależność, tak polityczną, która nie krępuje mnie partyjnymi więzami i koteryjnymi układami, jak i tę ekonomiczną, która sprawia, że do końca mogę być sobą, nie muszę zabiegać o profity i układy. Cenię sobie niezależność, bo daje mi ona pełną swobodę działania, realizowania mojego politycznego, gospodarczego i prywatnego planu na życie, moich pomysłów i ambicji. Pozwala mi być politykiem skutecznym. Dziękuję za rozmowę. |
|
|
Obsługa technicza Alfa TV |
|
||||||
|
|
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone. |
|
||||||