![]() |
|||||||||
|
O BEZROBOCIU: Nie będę ukrywał mojej krytycznej oceny samej filozofii walki z bezrobociem. Zgodnie z ustawą przeciwdziałanie bezrobociu ma polegać głównie na organizowaniu szkoleń dla osób bezrobotnych. Tymczasem jak dotąd nikt nie próbował nawet podjąć wysiłku, by zbadać, jakie efekty dały te szkolenia. Analizując dane z kilku powiatów mojego okręgu wyborczego, zauważyłem na przykład, że spośród przeszkolonych siedmiuset osób pracę dzięki temu przeszkoleniu, i to często pracę lichą, uzyskało od siedmiu do dwudziestu osób. To kiepski wynik. Zabrzmi to może trochę złośliwie, ale przekwalifikowanie w jednym powiecie ślusarzy na tokarzy, a w drugim tokarzy na ślusarzy, nie wpłynie na ograniczenie bezrobocia, bo w obu powiatach nie ma realnych miejsc pracy ani dla jednych, ani dla drugich. Nie jestem przeciwko szkoleniom, podnoszeniu i zmianie kwalifikacji, chcę jedynie zwrócić uwagę, że nie dają one konkretnych efektów. Od urzędów pracy bardziej skuteczne formy działanie stosują ochotnicze hufce pracy, które mają znacznie lepsze wyniki, jeśli chodzi o zatrudnienie. O wiele efektywniejsze od szkoleń są również różne zachęty finansowe dla przedsiębiorców w postaci płacenia za nich składek na ZUS, umożliwiania zatrudniania absolwentów po bardzo niskich kosztach itp. Osobiście uważam, że środki finansowe, które są przeznaczone na szeroko pojętą walkę z bezrobociem, powinniśmy skoncentrować na robotach publicznych. Program budowy autostrad daje szansę sensownego ich wykorzystania. (31. posiedzenie Senatu, 17 grudnia 2002 r.) O PRAWIE LOTNICZYM: Informacja o tym, że Senat na swym dzisiejszym posiedzeniu debatować będzie nad prawem lotniczym, wywołała spore zainteresowanie wśród moich wyborców. Powodów, jak sądzę, jest kilka. Piła, jako duże centrum lotnictwa wojskowego, jest żywo zainteresowana przyszłością polskiego lotnictwa cywilnego i możliwością wykorzystywania w nim doświadczeń byłych lotników wojskowych, którzy po przejściu do cywila szukają dla siebie nowego miejsca w życiu. Mieszkańców tego miasta także niepokoi postępująca dewastacja obiektów po byłym, jednym z najnowocześniejszych w Polsce, lotnisku wojskowym, i interesuje możliwość gospodarczego ich wykorzystania. Wielu moich wyborców zwraca się w tej sprawie do mnie również dlatego, że zna moje osobiste zainteresowania lotnicze. W oparciu o zdobyte w ten sposób informacje oraz po konsultacjach z ekspertami lotniczymi przygotowałem pięć poprawek do tekstu ustawy, które wraz z uzasadnieniem pozwolę sobie przekazać panu marszałkowi. Przygotowana przez Sejm wersja ustawy była, zdaniem wielu przedstawicieli środowiska lotniczego w Polsce, skażona lobbingiem na rzecz portów lotniczych, zawiera ona bowiem szereg zapisów uniemożliwiających działalność handlową na tak zwanych lotniskach użytku niepublicznego. Jakie są praktyczne skutki tych zapisów? Oto obywatel naszego kraju, który zechce skorzystać z transportu lotniczego, by udać się na przykład z Ostrowa Wielkopolskiego do Krosna, zamiast pojechać na lotnisko w Ostrowie, wsiąść w awionetkę, którą może wynająć od miejscowego aeroklubu, lub skorzystać z tak zwanej taksówki powietrznej i polecieć prosto do Krosna, musi samochodem udać się na lotnisko w Poznaniu, tam wsiąść w samolot do Rzeszowa, często z przesiadką w Warszawie, a w Rzeszowie musi wynająć samochód i w ten sposób udać się do Krosna. Taka filozofia przyjęta w kilku zapisach ustawy wyraźnie faworyzuje duże, publiczne lotniska kosztem innych, mniejszych, należących najczęściej do aeroklubów, nie sprzyja więc rozwojowi polskiego lotnictwa cywilnego oraz dostępności i popularyzacji transportu lotniczego tak w ruchu wewnętrznym, jak i międzynarodowym. (19. posiedzenie Senatu, 20 czerwca 2002 r.) O OŚWIACIE ROLNICZEJ: Tak się składa, że reprezentuję w Wysokiej Izbie region północno-zachodniej Wielkopolski posiadający dość gęstą sieć szkół rolniczych, o bogatych tradycjach, sięgających nierzadko XIX w., kiedy to kształtowało się nowoczesne rolnictwo wielkopolskie, należące wówczas do światowej czołówki. Szkoły te przeżywają dziś ostry kryzys. Część z nich upadła, część się przebranżowiła, większość straciła swe gospodarstwa szkolne, podstawowy warsztat nauki zawodu. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Jedną z istotniejszych było wadliwe usytuowanie szkolnictwa rolniczego i leśnego w nowym systemie edukacji narodowej wprowadzone w 1999 r. Ówczesna reforma oświaty, inspirowana przez rząd Jerzego Buzka, przekazała jak największą liczbę szkół do prowadzenia przez samorządy różnych szczebli. Sam zamysł był słuszny i konstytucyjnie poprawny, ale nie zastanowiono się nad specyfiką poszczególnych placówek. Na przykład nad tym, czy dana szkoła będzie mieć charakter ponadregionalny, czy działać będzie na rzecz zaspokojenia potrzeb kilku powiatów, czy tylko jednego. Nie wzięto pod uwagę sprawy dla szkolnictwa zawodowego kluczowej, a mianowicie bazy do zajęć praktycznych. Nie zbadano także zapotrzebowania rynku pracy na najbliższe lata.(...) Dziś już wyraźnie widać, że reforma oświaty z 1999 r. szkołom tym źle się przysłużyła, gdyż nie sprostała potrzebie włączenia szkół rolniczych w spójny system wiedzy rolniczej, który powinny tworzyć instytuty naukowe, ośrodki doradztwa rolniczego, gospodarstwa rolne i firmy pracujące na rzecz rolnictwa. (63. posiedzenie Senatu, 2 czerwca 2004 r.) O RATOWNICTWIE MEDYCZNYM: Nadal będziemy żyć w kraju, w którym ratowanie życia ludzkiego stoi na bardzo niskim poziomie. Od 1 maja 2004 r. będziemy jedynym państwem w Unii Europejskiej, które nie będzie miało zorganizowanego systemu zintegrowanego ratownictwa medycznego. Obecnie system ratownictwa osób w stanie bezpośredniego zagrożenia życia funkcjonuje w Polsce w sposób bardzo niezadowalający. Wypadki drogowe są poważnym problemem społecznym, zajmują czołowe miejsce na liście zagrożeń życia i zdrowia, powodują śmierć i kalectwo głównie ludzi młodych. Polska należy do krajów o bardzo wysokim wskaźniku ofiar śmiertelnych w wypadkach oraz o bardzo wysokim wskaźniku śmiertelności okołowypadkowej. Na stu rannych umiera od dwunastu do trzynastu osób, podczas gdy w innych krajach europejskich poniżej czterech. U nas 62,4% zgonów okołowypadkowych następuje w okresie przedszpitalnym, w krajach Unii Europejskiej ten wskaźnik wynosi 31%. Na polskich drogach codziennie ginie piętnaście osób, a kalectwo pourazowe dotyczy co czwartego leczonego szpitalnie z powodu wypadku drogowego. Wypadki są więc wielkim obciążeniem dla budżetu państwa i tragedią dla obywateli. (29. posiedzenie Senatu, 28 listopada 2002 r.) O RYNKU PRZETWORÓW OWOCOWYCH: W Unii Europejskiej pomocą finansową państwa objęci są producenci owoców i warzyw, przeznaczonych do przetwórstwa, to jest pomidorów, brzoskwiń i gruszek, oraz zakłady przetwórcze, jeśli chodzi o przerób fig i suszonych śliwek. Polska w stanowisku negocjacyjnym wnosi o objęcie dodatkowo pomocą finansową przeznaczoną do przerobu truskawek, wiśni, czarnych i czerwonych porzeczek, malin oraz jabłek przeznaczonych na koncentrat soku. Jest to żądanie słuszne, ponieważ koncentrat soku jabłkowego oraz mrożonki z owoców jagodowych i wiśni są strategicznymi produktami eksportowymi polskiego przemysłu owocowo-warzywnego, a pozytywne zakończenie negocjacji w tym zakresie pozwoli na dodatkowe objęcie dopłatami wyżej wymienionych owoców przeznaczonych do przetwórstwa. Pomoc finansowa zostałaby w ten sposób dostosowana do polskich uwarunkowań. Otrzymanie tej pomocy możliwe będzie przede wszystkim za pośrednictwem grup producenckich. Tymczasem ciągle jeszcze nie mamy ustawy o grupach producenckich, która byłaby dostosowana do warunków Unii Europejskiej. Najwyższy już czas za to się zabrać i jest to zadanie parlamentu. (23. posiedzenie Senatu, 8 sierpnia 2002 r.) O LUSTRACJI: Pojawienie się listy Wildsteina nie stało się siłą oczyszczającą, płynącą z poznania prawdy, jak chcieli zwolennicy powszechnej, szybkiej i żywiołowej lustracji. Wyzwoliło natomiast najgorsze ludzkie cechy: zawiść, podejrzliwość i niepohamowaną chęć szkodzenia drugiemu człowiekowi. Obserwowałem z uwagą, jak na listę zamieszczoną w internecie reagowali niektórzy moi wyborcy. Najpierw ze strachem w oczach sprawdzali, czy ich nazwisko tam się znajduje. Potem najczęściej oddychali z ulgą i natychmiast rozpoczynali swą prywatną lustrację: sąsiadów, kolegów i koleżanek, szefów i podwładnych, osób znanych i mniej znanych w środowisku. Robili to wiedząc, że to tylko lista samych imion i nazwisk, że osób o tych samych personaliach w Polsce mogą być setki. To im jednak nie przeszkadzało. Czuli się jak inkwizytorzy. Wydali wyrok, by wykonać go następnego dnia, demonstrując swoją dezaprobatę w stosunku do tych, których nazwiska na liście się znalazły. Sam odebrałem kilka telefonów, które rozpoczynały się od słów: A wiesz, że na liście jest ta świnia... i tu padało nazwisko jakiego wspólnego znajomego. Obrzydliwe, ale taka jest ludzka natura, zawłaszcza w polskim wydaniu.(...) Bronisław Wildstein postąpił haniebnie. Sprawił, że tysiące ludzi poczuło się źle w swoim państwie. Boi się go, bo nie dość, że nieudolność rządzących w ostatnim piętnastoleciu elit pozbawiła ich poczucia stabilności ekonomicznej, to jeszcze ogarnia ich strach o to, jak odczytane mogą być ich życiorysy. Moi wyborcy z północnej Wielkopolski w swej większości są przeciwko przyspieszaniu lustracji w sposób, jakiego wszyscy jesteśmy świadkami. Dla nich występek Wildsteina to nie kwestia poglądów, lecz głupoty, wywołującej tysiące krzywd, przykrości i konfliktów. To nie kwestia sprawiedliwości i prawdy, lecz myślenia kategoriami średniowiecznych egzekutorów, którzy, jak Szymon z Montfort, kazali rżnąć wszystkich, bo Bóg i tak rozpozna swoich. (78. posiedzenie Senatu, 16 marca 2005 r.) |
|
|
Obsługa technicza Alfa TV |
|
||||||
|
|
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone. |
|
||||||