| |
|
| Aktualnosci: CZYTELNICY PYTAJĄ SENATOR ODPOWIADA |
CZYTELNICY PYTAJĄ SENATOR ODPOWIADA
I Ty możesz zadać pytanie senatorowi Henrykowi Stokłosie. Jeżeli coś Cię intryguje, jeżeli chcesz wyjaśnić interesującą cię kwestię zadzwoń – tel: (067)215-95-51 – codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 11.00. Możesz także skorzystać z poczty elektronicznej (senator@stoklosa.pl).
***
Jak Pan ocenia polski system podatkowy? Jest Pan zwolennikiem podatku liniowego, czy też progresywnego?
Wbrew pozorom jest to pytanie czysto polityczne, a nie ekonomiczne. Równie dobrze mogłoby dotyczyć tego czy jestem socjalistą, czy też liberałem.
Tak jak większość normalnych ludzi jestem za jak najniższymi podatkami i chwalić będę tych polityków, którzy zmierzają do ich ograniczania. W moim przekonaniu problem tkwi nie w tym czy będziemy płacili podatek liniowy, czy progresywny, lecz w funkcjonowaniu biurokracji podatkowej, która w moim przekonaniu jest chora i powoduje liczne patologie. U ich podłoża leży złe prawo podatkowe, niejasne, nieprecyzyjne, zagmatwane. Pozwalające na nadmierną swobodę interpretacyjną, z której skwapliwie korzystają urzędnicy skarbowi. W rzeczywistości w przypadkach wątpliwych wiele zależy od ich widzimisię i... stosunku do kontrolowanego.
Wadliwe jest również prawne usytuowanie urzędników skarbowych. Mają oni nadmierne uprawnienia, praktycznie nie podlegają żadnej kontroli, nie ponoszą też żadnej odpowiedzialności za swoje decyzje. Ich system wynagradzania zależny jest od ilości pieniędzy, jakie wyciągną z kieszeni kontrolowanego, bez względu na to czy ich decyzje są potem utrzymane w mocy, czy też nie. Ich decyzje muszą być natychmiast wykonywane, a droga do ich uchylenia jest długa, skomplikowana i kosztowna. Stąd strach i obawa, jaką wywołują u podatnika, ponieważ w każdej chwili każdy urzędnik może go zniszczyć i unicestwić jego firmę. Nie ma w Polsce standardu zachowania się dla uczciwego podatnika, który chce być w porządku wobec państwa i płacić należne mu podatki. Niedawno nastąpiły w tej kwestii pewne pozytywne zmiany, zwłaszcza w prawodawstwie, do czego między innymi przyczyniła się komisja sejmowa kierowana przez pilskiego posła Adama Szejnfelda, ale praktyka pozostawia jeszcze dużo do życzenia.
Jako senator RP wielokrotnie zwracałem uwagę na to, że Urzędy Skarbowe nie są przyjazne podatnikowi. System podatkowy, zamiast stymulować rozwój gospodarczy, blokuje go, a zła wola niektórych urzędników prowadzi do upadku firm. Są setki takich przykładów. Również w naszym regionie.
Proszę nie traktować tych słów jako totalnej krytyki wszystkich urzędników skarbowych. Znam wielu z nich – są uczciwymi ludźmi i profesjonalistami w swym zawodzie. Wadliwy jest system, a ludzie są... różni. Mniej lub bardziej podatni na tkwiące w nim patologie.
***
Jaki jest Pański pogląd na reprywatyzację?
Nie mam żadnej wątpliwości. Trzeba oddać, co się ukradło. Przeprowadzając reformę rolną i nacjonalizację przemysłu, rewolucja komunistyczna pogwałciła własność.
Historia jest pełna gwałtów, których późniejsze pokolenia nie rekompensowały mimo zmiany władzy lub ustroju. Po usunięciu Napoleona Burbonowie nie przywrócili francuskiej arystokracji majątków utraconych podczas rewolucji. Niepodległa Polska w latach 1918-39 nie zwróciła poszkodowanym majątków skonfiskowanych przez zaborców. Ale po przełomie 1989 roku w wielu byłych krajach postkomunistycznych przeprowadzono reprywatyzację. Czas więc najwyższy, aby u nas podjąć wreszcie decyzję, czy i w jakiej mierze rekompensować byłym posiadaczom, a najczęściej ich spadkobiercom, wywłaszczenia sprzed pół wieku.
„Własność jest święta”, „własność jest fundamentem nowego ustroju”, „reprywatyzacja wieńczy dzieło dekomunizacji ustroju” - wspólnym mianownikiem tych ideologicznych deklaracji jest uznanie własności za wartość nadrzędną. Trudno nie zgodzić się z tym poglądem. Wątpliwości zaczynają się w momencie ekonomicznej oceny tego przedsięwzięcia.
Reprywatyzacja powinna dotyczyć nie tylko własności odebranej obywatelom PRL przez państwo wbrew ówczesnemu prawu, ale mają być nią objęte także wielokrotnie większe zasoby mienia przejęte na mocy ówczesnych aktów prawnych: dekretu o reformie rolnej, ustawy o nacjonalizacji podstawowych gałęzi gospodarki, dekretu o upaństwowieniu lasów itp. Łączną wartość tego mienia rząd szacuje na 95 miliardów złotych. Tymczasem cały majątek skarbu państwa ma dziś wartość księgową blisko 117 miliardów złotych ( dane z 2001 roku), ale składa się on w części z nierentownych przedsiębiorstw, które trudno sprzedać, a w dodatku jest obciążony finansowaniem funduszy emerytalnych i obsługą zadłużenia Polski. Skarb Rzeczypospolitej musiałby chyba pójść pod młotek, gdyby miał spłacić byłym właścicielom 95 miliardów.
W ciągu ostatniego dziesięciolecia jako senator, a równocześnie przedsiębiorca nauczyłem się, że w finansach publicznych, podobnie jak w prywatnych, nie ma cudów. Gdy chce się zwiększenia wydatków w jakiejś dziedzinie, należy wcześniej postawić sobie pytanie: skąd lub komu zabrać? z czego zrezygnować? W kwestii prywatyzacji mamy więc do czynienia z konfliktem dwóch racji: ideologicznej i ekonomicznej. Która z nich jest ważniejsza?
|
|