Aktualnosci: CZYTELNICY PYTAJĄ SENATOR ODPOWIADA

I Ty możesz zadać pytanie senatorowi Henrykowi Stokłosie. Jeżeli coś Cię intryguje, jeżeli chcesz wyjaśnić interesującą cię kwestię, zadzwoń, - tel: (067)2159551 - codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach od 9 00 do 11 00. Możesz także skorzystać z poczty elektronicznej (senator@stoklosa.pl).

***

Konflikt Pańskich zakładów ze Stowarzyszeniem Ekologicznym Ziemi Nadnoteckiej stoi ostatnio w centrum zainteresowania niektórych mediów i niektórych środowisk pilskich. Jaki jest Pański pogląd na ten temat? Mój zakład w Śmiłowie od blisko ćwierćwiecza zajmuje się utylizacją odpadów pozwierzęcych. Od lat jest wiodącą firmą nie tylko w kraju, ale i Europie. Dostosowując się do rygorystycznych reżimów unijnych w zakresie sanitarno-epidemiologicznym, rozpoczęliśmy w ubiegłym roku budowę nowego zakładu utylizacyjnego. Zakładu opartego technologicznie na najnowszych światowych rozwiązaniach, gwarantujących pełną ochronę środowiska naturalnego. Od momentu rozpoczęcia tej inwestycji do dnia dzisiejszego – niemal nieprzerwanie – grupa ludzi skonfliktowanych od lat z moim zakładem, posługując się kłamstwem i pomówieniem, podsyca atmosferę nagonki wobec mojej firmy i mnie osobiście. Nie uległem tej presji, chociaż ciągłe nękanie firmy spowodowało wielomiesięczne opóźnienia inwestycji, naraziło mnie na wysokie straty finansowe, zachwiało wiarygodnością u kontrahentów. Od kilkunastu tygodni nowy zakład utylizacji już działa. Każdy, kto miał okazję go odwiedzić, mógł się przekonać o jego światowym standardzie i całkowicie przyjaznych dla środowiska rozwiązaniach. Identyczne technologie wdrażane są obecnie w starym zakładzie i tym samym zniknie raz na zawsze problem jego okresowych uciążliwości dla mieszkańców Śmiłowa i okolic. Uciążliwości, z których doskonale zdawałem i zdaję sobie sprawę. I za których likwidację zawsze czułem się osobiście odpowiedzialny, o czym świadczą olbrzymie pieniądze, jakie wydawałem na mniej lub bardziej udane technologie ochrony środowiska. Paradoksalnie, ale to właśnie dziś – kiedy problem śmiłowskich odorów odchodzi do przeszłości – na haśle walki z nimi, próbują zdyskontować politycznie swoją działalność osoby, których jedynym programem jest permanentna krytyka wszystkich i wszystkiego, co wiąże się z moim zakładem i ze mną. Nie mam zamiaru wdawać się w prowokowane przez nich awantury. Nie leży w moim zwyczaju posługiwać się tego rodzaju metodami. Stoi za mną 16 lat doświadczenia parlamentarnego, ponad 6 tysięcy miejsc pracy w należących do mnie zakładach i wdzięczność tysięcy osób, którym pomogłem w ich życiowych kłopotach. To namacalny kapitał, a nie pisane palcem na wodzie obietnice. Wierzę, że moi wyborcy potrafią to obiektywnie ocenić i nie ulegną kampanii politycznej organizowanej w ten sposób przez jednego z moich konkurentów do senatorskiego mandatu.

***

Śledząc Pańskie wystąpienia zauważyłem, że nie jest Pan zwolennikiem obecnego podziału administracyjnego kraju, że tęskni Pan za województwem pilskim. Jaki jest tego powód? O reformie zasadniczego podziału terytorialnego państwa mówi się rzadko i mniej krytycznie niż o innych reformach podjętych przez rząd Jerzego Buzka. Obywatele naszego kraju są zbyt sfrustrowani źle wdrażanymi reformami służby zdrowia, oświaty i ubezpieczeń społecznych, by zajmować się sprawami, które dotyczą ich w zdecydowanie mniejszym stopniu. W dalszym ciągu bowiem większość swych problemów załatwiają w gminie. Reforma administracji oparta została – moim zdaniem - na błędnych założeniach, przyniosła ewidentne korzyści tylko i wyłącznie - użyję tu niemodnego dziś określenia – szeroko pojętemu aktywowi terenowemu wywodzącemu się z różnych opcji politycznych, który zaspokoił swe apetyty powiatowymi posadami, w urzędach, w samorządach lub w najgorszym wypadku w ogniwach powiatowych swoich własnych partii. Podstawą oceny tej reformy jest odpowiedź na pytanie: Czy reforma terytorialna państwa usprawniła jego funkcjonowanie w sposób znaczący i ma pozytywny wpływ na wyzwalanie aktywności obywatelskiej i gospodarczej społeczeństwa? Widać już dziś gołym okiem, że kompromis w sprawie liczby województw był błędem – próbą odtworzenia układu sprzed 1975 roku, która obnażyła rażące dysproporcje między poszczególnymi regionami kraju. Dziś zdecydowana większość naszych województw jest za słaba, by znaleźć sobie odpowiedniego partnera za zachodnią granicą, a kilka z nich nie radzi sobie i nigdy nie poradzi z zadaniami bez znaczącej pomocy z centrum. Wystarczyłoby nie 17, nie 16, nawet nie 12, lecz najwyżej osiem województw, ale czy dziś są polityczne warunki, by móc dokonać takiej korekty? Niestety nie ma. Dopuszczono też do radosnej twórczości w zakresie powstawania powiatów. Jest ich blisko czterysta - wiele bardzo słabych. Wyposażono je w niezbyt istotne uprawnienia i ... pozbawiono praktycznie pieniędzy. Dziś uczciwi radni samorządu powiatowego są sfrustrowani swoją bezradnością i brakiem możliwości podejmowania samodzielnych decyzji. Dostrzegają to zwłaszcza ci, którzy mają za sobą doświadczenia pracy w samorządach gminnych, ale większość z nich jest zadowolona z... wysokich diet, które są znaczącym dodatkiem do ich lichych pensji. Powiatów powinno być mniej – widzą to nawet autorzy reformy, którzy postulują „sprzyjanie inicjatywom zmierzającym do łączenia się powiatów. W szczególności postulat ten odnosi się do miast na prawach powiatu i otaczających je powiatów mających siedziby władz w tych miastach”. To słuszny wniosek, tylko przy pomocy jakich instrumentów go zrealizować? Jak przebić się w tej sprawie przez owe regionalne szowinizmy i apetyty na funkcje, o których już tu pisałem? Dziś w Polsce nikt nie zna odpowiedzi na te pytania. I na koniec jeszcze jedna sprawa. Sześć lat temu w trakcie debat na temat reformy samorządowej rząd obiecywał uruchomić specjalny program dla tych miast wojewódzkich, które miały utracić status stolicy województwa. Nic z tego nie wyszło. Dziś miasta te, a piszę to w oparciu o pilskie doświadczenia, przeżywają kryzys. Wyjeżdżają z nich ludzie młodzi i zdolni, opuszcza je wysoko wykwalifikowana kadra. Ma to określone skutki ekonomiczne, spada siła nabywcza ludności, kryzys przeżywa handel i usługi, wysokie jest bezrobocie – panuje frustracja i marazm. Taki jest, moim zdaniem, rzeczywisty obraz skutków reformy terytorialnej kraju. Władza wszystkich szczebli stara się go ucukrzyć i zafałszować, ale rzeczywistość skrzeczy. Czas, by zacząć szukać sposobu wyjścia z tej ślepej uliczki.



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.