| |
|
| Aktualnosci: Budować, a nie burzyć |
Gołym okiem widać, że wybory do Senatu cieszą się mniejszym zainteresowaniem partii politycznych niż wybory do Sejmu. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest dość prosta. Ich wynik nie decyduje o kształcie władzy wykonawczej w państwie, nie przekłada się na skład polityczny i personalny rządu. Być może dlatego tak często wielu polityków podważa sens istnienia tej wyższej, choć mniej znaczącej izby naszego parlamentu.
Dyskusje wokół likwidacji Senatu toczą się od lat i jak dotąd zawsze kończyły się niczym. A pytanie: czy Senat jest potrzebny, ciągle powraca jak bumerang, zwłaszcza w okresach przedwyborczych.
Jako jeden z nielicznych polskich parlamentarzystów miałem zaszczyt uczestniczyć w pracach Senatu od samego początku. Zawsze wybierany byłem spoza partyjnego klucza i politycznych układów. Dlatego sądzę, że mam prawo i szansę na obiektywną ocenę pracy tej izby.
W moim przekonaniu pozytywnym wyróżnikiem pracy Senatu było jego zdystansowanie się wobec – że użyję takiego sformułowania – politycznego zgiełku codzienności. Próby przenoszenia do tej izby podziałów, konfliktów, waśni i swarów, choć wielokrotnie ponawiane, nie udawały się. Senat, choć był widownią sporów, nigdy nie stał się jarmarkiem gorszących ekscesów. I to jest niewątpliwą zasługą wszystkich byłych i obecnych senatorów.
Senat ma też swój niekwestionowany dorobek. Był – choć niektórzy chcą z tego powodu ironizować – izbą refleksji nad kształtem tworzonego prawa. Wielość uchwalanych ustaw, próby doraźnego ich podporządkowywania różnym grupom interesu, niespójność rozwiązań legislacyjnych - wszystko to wymagało drugiej, weryfikującej izby parlamentu. Z tej roli – w moim przekonaniu - Senat wywiązał się dobrze, pomimo obecnej i u nas skłonności do partyjniactwa, którego najbardziej gorszącą stroną jest zastępowanie myślenia partyjną dyscypliną.
Senat ma też swój autorski dorobek legislacyjny. To z tej izby wyszły najważniejsze inicjatywy prawne, dotyczące zrębów ustroju demokratycznego i samorządowego. To tutaj zrodziły się pomysły ustaw o Karcie Praw Polaka, o obywatelstwie polskim, o repatriacji. To Senat wreszcie objął swym patronatem Polaków na obczyźnie.
Kryzys polityczny, a z takim niewątpliwie mamy dziś do czynienia, skłania wielu do pytania o sensowność istnienia dwuizbowego parlamentu. W moim przekonaniu takie likwidatorskie zapędy są przejawem populizmu, próbą zbicia kapitału gadaniem, a nie działaniem.
Senat jest bowiem jednym z ważnych elementów naszej państwowości. Symbolem jej ciągłości i tradycji.
Użyję takiego porównania: w Anglii za schizofrenika uchodziłby ktoś, kto ze śmiertelną powagą postulowałby likwidację monarchii. U nas facet, który proponuje likwidację Senatu, nazywa się reformatorem.
Nie oznacza to oczywiście, że Senat nie powinien się zmieniać. Myślę tu przede wszystkim o potrzebie zmiany wyboru senatorów. Dlatego wielu z nas przychylnie oceniło propozycje Prezydenta RP wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Potrzebne jest też czasowe rozdzielenie wyborów do Sejmu i Senatu, co działałoby stabilizująco na cały układ polityczny w kraju. Mam nadzieję, że te pomysły powrócą w następnej kadencji.
To, co napisałem przed chwilą, nie wyczerpuje oczywiście wszystkich możliwych i potrzebnych zmian. Istotą bowiem, jak sądzę, racjonalnego myślenia każdego z nas powinno być przekonanie o tym, że trzeba poprawiać, doskonalić, dostosowywać do zmieniającego się świata, a nie likwidować. Budować, a nie burzyć.
Bo dobry Senat potrzebny jest Polsce i Polakom.
Henryk Stokłosa
Senator RP
|
|