Aktualnosci: CZYTELNICY PYTAJĄ, SENATOR ODPOWIADA

I Ty możesz zadać pytanie senatorowi Henrykowi Stokłosie. Jeżeli coś Cię intryguje, jeżeli chcesz wyjaśnić interesującą cię kwestię, zadzwoń – tel.: (067)2159551 - codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach od 9.00 do 11.00. Możesz także skorzystać z poczty elektronicznej (senator@stoklosa.pl).

***

Deklaruje Pan, że jest senatorem niezależnym, a – co łatwo wyczytać z Pańskich wystąpień i tekstów - jest Pan przeciwnikiem lustracji. Dlaczego broni Pan komuchów?

Nie ukrywam, że miałem zawsze wątpliwości co do sensowności lustracji. Uważnie bowiem obserwując niepohamowaną agresję naszych polityków, nie bez racji podejrzewałem, że lustracja – wbrew deklaracjom – nigdy nie będzie służyć odnowie moralnej, lecz wykorzystana zostanie do walki politycznej. Potwierdzeniem tej tezy był fakt, że tzw. „gra teczkami” pojawiała się u nas zawsze w okresie kampanii wyborczej. Po pewnym czasie uznałem jednak, że czas na tę dyskusję minął, mleko zostało rozlane. IPN istnieje, sąd lustracyjny też. Co więcej: okazało się, że budzące grozę przewidywania co do skutków lustracji się nie sprawdziły, a IPN wielokrotnie spełnił niezmiernie pożyteczną rolę, jak choćby w wielkiej narodowej debacie o Jedwabnem. Uznaję też argument, że psychiczne zdrowie społeczeństwa wymaga ujawnienia win. Nie chodzi jednak o to, by rozsypujących się staruszków powsadzać za kraty. Natomiast na pewno należy ujawnić tych, którzy swymi działaniami wpłynęli na bieg historii, popełniali zbrodnie, osłaniali zbrodniarzy, fałszowali świadomość zbiorową. A teraz - dzięki ogólnemu zamieszaniu wokół dziejów najnowszych - chcą być umieszczeni w panteonie narodowym. Chcą trafić do encyklopedii, a zwłaszcza do słownika opozycjonistów, marzą o tym, by ich nazwiskami nazywać ulice, czy rozdziały w podręcznikach historii. Ten sens lustracji warto zaakceptować, a zło tak nazwane musi być ujawnione i ukarane.
Ten pozytywny wymiar lustracji, który miał społeczne poparcie, został jednak skompromitowany po opublikowaniu w internecie tak zwanej listy Wildsteina. Pojawienie się tej listy nie stało się siłą oczyszczającą, płynącą z poznania prawdy, jak chcieli zwolennicy powszechnej, szybkiej i żywiołowej lustracji. Wyzwoliło natomiast najgorsze ludzkie cechy: zawiść, podejrzliwość i niepohamowaną chęć szkodzenia drugiemu człowiekowi. Obserwowałem z uwagą, jak na listę zamieszczoną w internecie reagowali niektórzy moi znajomi. Najpierw ze strachem w oczach sprawdzali, czy ich nazwisko tam się znajduje. Potem najczęściej oddychali z ulgą i natychmiast rozpoczynali swą prywatną lustrację: sąsiadów, kolegów i koleżanek, szefów i podwładnych, osób znanych i mniej znanych w środowisku. Robili to wiedząc, że to tylko lista samych imion i nazwisk, że osób o tych samych personaliach w Polsce mogą być setki. To im jednak nie przeszkadzało. Czuli się jak inkwizytorzy. Wydali wyrok, by wykonać go następnego dnia, demonstrując swoją dezaprobatę w stosunku do tych, których nazwiska na liście się znalazły. Sam odebrałem kilka telefonów, które rozpoczynały się od słów: A wiesz, że na liście jest ta świnia... i tu padało nazwisko jakiegoś wspólnego znajomego. Obrzydliwe, ale taka jest ludzka natura, zawłaszcza w polskim wydaniu.
Dlatego dla mnie lustracja w takim wydaniu to nie kwestia poglądów, lecz głupoty, wywołującej tysiące krzywd, przykrości i konfliktów. To nie kwestia sprawiedliwości i prawdy, lecz myślenia kategoriami średniowiecznych egzekutorów, którzy, jak Szymon z Montfort, kazali rżnąć wszystkich, bo Bóg i tak rozpozna swoich.

***

Szansą polskiego rolnictwa jest zdrowa żywność. Tymczasem Pan, stosując chemiczne środki produkcji i te swoje polepszacze do gleby, niszczy środowisko. Dlaczego tak Pan postępuje?

Sposób, w jaki to pytanie zostało postawione, świadczy o tym, że jego autor nie ma pojęcia o rolnictwie. Owe polepszacze nie są bowiem chemicznymi środkami produkcji i w określonych warunkach mogą pomóc, a nie zaszkodzić w produkcji zdrowej żywności.
Ja również często spotykam się z poglądem, że szansą polskiego rolnictwa jest produkcja zdrowej, ekologicznej żywności. Na taką jest dziś zapotrzebowanie w Europie, a specjalizacja w tym kierunku jest optymalna dla ciągle jeszcze dominujących w Polsce małych gospodarstwach rodzinnych.
Polska to kraj, w którym zużycie chemicznych środków produkcji w rolnictwie pozostawało zawsze w tyle w stosunku do krajów europejskich, ale także kraj, gdzie środowisko naturalne oraz jego bogactwo różnorodności biologicznej należą do najlepszych w Europie. Taka sytuacja powinna ułatwić nam przestawienie gospodarstw rolnych na produkcję metodami ekologicznymi.
Deklarowane zapotrzebowanie na żywność ekologiczną w wielu krajach, w tym i w Polsce, ocenia się na 40 procent i w miarę popularyzacji ekologicznego odżywiania się może nawet rosnąć. To niepowtarzalna szansa na rozwój rolnictwa ekologicznego w Polsce, którą musimy wykorzystać. Skorzysta z tego wieś polska, przeżywająca trudny okres, skorzysta środowisko naturalne i przyroda, będzie to również, a może nawet najbardziej korzystne dla konsumenta i jego zdrowia.
By jednak szansę tę wykorzystać trzeba odpowiedzieć na pytanie: czym jest sposób produkcji żywności metodami ekologicznymi?
Produkcja taka – zapisano w ustawie, którą uchwaliliśmy w minionej kadencji - powinna być zrównoważona pod względem ekologicznym, ekonomicznym i społecznym oraz powinna aktywizować przyrodnicze mechanizmy produkcji rolnej, zapewniać trwałą żyzność gleby, zdrowotność roślin i zwierząt, a w procesie przetwórczym produktów rolnictwa ekologicznego dążyć do jak najmniejszych zmian pierwotnych właściwości używanych surowców ekologicznych. Definicja ta jest dość skomplikowana, ale warto się w nią wczytać.



 
Obsługa technicza Alfa TV
© Copyright 2005 Henryk Stokłosa. Wszystkie prawa zastrzezone.